JA

pokochaj
ja
{akcja}


KSIĘGA
wpisz spójrz

ARCHIWUM
2005
listopad (5)
grudzień (5)

2006
styczeń (1)
luty (2)
marzec (1)
kwiecień (2)
maj (1)
czerwiec (1)
lipiec (1)
sierpien (1)
wrzesień (1)
październik (2)
listopad (1)
grudzień (2)

2007
styczeń (2)
luty (1)
marzec (1)
kwiecień (1)
maj (1)
czerwiec (2)
lipiec (1)
listopad (1)



ULUBIEŃCY
paufurintihelsing-biointegral-alucardintegralShin-Raintegral-and-her-servantlucrecia

RESZTA
Fajne
Poprostu Hellsing
Inte-Hellsing- FF NA ONECIE,
^^ kolejna strona o Hellu
FF-VampireHunter
Historia hella , córka Inte
SOLID & ETC
Szablony by Undomiel
Hellsing
Dla tych którzy interesuję się Hellsingiem;))
Całkiem przyjemna strona o anime
Szabloniki



KLUBY


PODZIĘKOWANIA
HTML - Błękitna Stokrotka Brutalnie
Przejechana Przez Czerwony Traktor®

więcej znajdziesz u - $andra@
grafika - SOLID&ETC
dla - helsing-bio


Koniec? >> wtorek, 13 listopada 2007 20:08:27
Tytuł najprawdopodobniej wiąże sie tez z działalnościa tego bloga...wszystko zalezy od tej notki... jakoś tak zdecydowałam....
***************



- Nawet o tym nie myśl!-
Albedir trafiła Mattana w ramię, którym trzymał Hellsing. Kobieta upadła na ziemię nieprzytomna. Tętno powracało do normalnego rytmu, a ciemności powoli ustępowały zaś serce znów zaczęło pompować ciepłą krew. Tak.. Ciepłą. Niby normalna temperatura ciała ale Integral odczuwała ją wręcz jak wrzątek parzący jej ciało. Ból szyi słabł lecz nadal był bardzo silny. Życie powoli wkradało się w jej ciało ponownie przynosząc nadzieję. Oddychała ciężko i próbowała otworzyć oczy. Mimo tego strach nie ustępował. Hellsing pragnęła wstać i wybiec gdyby tylko jej ciało było w stanie to zrobić.

Mattan wrzasnął i odwrócił się z wściekłością na twarzy. Jego ramię zregenerowało się w parę sekund powracając do swojej zwykłej formy. Gdy ujrzał Aldi kącik jego ust podjechał do góry. Mężczyzna zaczął się śmiać.
-Naprawdę Gabriel nie ma już kogo po mnie wysłać, tylko marnego Dimidianina?
Powoli ruszył w stronę Albedir. Uśmiechnięty diabolicznie wpatrywał się w nią swoimi szkarłatnymi oczami.
-Chociaż wcale nie jesteś taka zła…-

Albedir próbowała strzelić lecz ciało odmówiło jej posłuszeństwa. Przeszedł ją dreszcz paraliżując wszystkie mięśnie. Nie mogła się ruszyć, patrzyła tylko jak Mattana zbliża się coraz bardziej. Przeraziła się i to nie na żarty. Poczuła zapach siarki, powietrze stało się ciężkie i gorące. Serce zaczęło bić coraz szybciej, z każdym krokiem demona.
-Nikt cię nie ratuje?-
Jego głos dźwięczał w uszach Aldi niczym stutonowy dzwon. Z całych sił próbowała wyrwać się spod jego działania. Pragnęła uciec, znaleźć się jak najdalej od niego. Wiedziała jednak, że musi pomóc Hellsing, za wszelka cenę.
Był parę metrów od niej.
-Wysłali cię tu specjalnie prawda?-
W jego głośnie można było dosłyszeć ironiczny żal.
Dziewczyna zaczęła ciężko oddychać. Panikowała. Czy naprawdę da się ugryźć? Przecież tak się chwaliła, że jest inna. Ale czemu nikogo tu nie ma. Naprawdę chcą by zmarła?
-Jesteś tylko marną marionetką w ich dłoniach.-
Pogładził wierzchem dłoni jej policzek. Oczy Aldi rozszerzyły się z przerażenia. Poczuła przeraźliwie zimny dreszcz rozchodzący się po całym ciele. Stała z wyciągniętym pistoletem nie mogąc się ruszyć. Na jej czole pojawiły się kropelki potu. {Niech ktoś mi pomoże…proszę…} błagała w duchu.
-Przykro mi nikt nie przyjdzie.-
Mężczyzna pochylił się jedną ręka chwytając ją w tali druga zaś kładąc na jej dłoniach i wyjmując z nich broń. Odrzucił pistolet w głąb pokoju. Ręce opadły jej wzdłuż tułowia.
-Oni właśnie tego chcą…-
Wyszeptał jej do ucha. Poczuła na szyi jego oddech.
Gdzie są aniołowie? Czy naprawdę nie obchodzi ich co się z nią stanie? Gdzie jest jej mistrz? Indigo… Łzy napłynęły jej do oczy i spłynęły po policzkach gdy przypomniała sobie jego pocałunek. Na szyi poczuła zimne wargi Mattana, jakże inne od ciepłych ust mistrza. Już nigdy tego nie poczuje, już nigdy nie dane jej będzie skosztować tego uczucia ciepła. Da się ugryźć jak jakiś słaby człowiek. Kim się stanie? A raczej czym… Czymś co jej Mistrz znienawidzi, stanie się jego ofiara, jednym z wielu stworzeń przeznaczonych do zlikwidowania…


Integral tym czasem powoli i z wielkim wysiłkiem podniosła powieki. Ujrzała jak Mattan zbliża się do Albedir, która w ogóle się nie rusza. Dlaczego? Widziała w jej oczach przerażenie. Bawi się nią, może z nią zrobić co zechce. Nie. Nie może do tego dopuścić. Ten wariat nie zabije Albedir, ona mu na to nie pozwoli… Spróbowała się podnieść lecz ból był zbyt wielki i nie pozwolił jej na żaden ruch. Mattan był już przy Aldi. Nagle Integral dostrzegła, że blisko niej znajduję się pistolet. Gdyby tylko zdołała go dosięgnąć…


-Oni właśnie tego pragną…-
Powtórzył przestając pieścić ustami jej szyje. Przesunął dłoń na jej szyje podnosząc lekko głowę.
-Byś była moja…-
Albedir poczuła jak jego kły wbijają się prosto w jej tętnice szyjną. Ból jakiego doznała nie da się opisać. Poczuła wszystkie swoje żyły, nawet te najmniejsze. Parzyły ją, niczym ogień jej krew przetaczała się przez jej tętnicę wprost do ust Mattana. Z każdą kroplą uchodziło z niej życie. Traciła swoją część człowieczeństwa i anielskiej niewinności. Na ich miejsce wstępował mrok. Ciemność, do której bała się zajrzeć, której nie chciała odkrywać.
To początek końca jej istnienia. Oba światy boski i ziemski wyprą się jej. Nawet jeśli to przeżyje i tak nie będzie mogła istnieć, takim istotom nie jest dana taka możliwość.


Hellsing wiele razy widziała jak wampir wypija ludzką krew. Była świadkiem wielu sytuacji w której człowiek przestaje być sobą. Lecz to co zobaczyła przekroczyło jej oczekiwania. Koszula Mattana roztargała się, a na jego plecach wyrosły dwa garby. Z każdym wypitym łykiem krwi Aldi powiększały się, aż w końcu rozerwały skórę i Hellsing zobaczyła dwie pary kości połączonych błoną. Powietrze wokół nich zaczęło falować więc Inte nie wiedziała czy to naprawdę się dzieje, czy może to jakieś złudzenie. Jej podświadomość podsuwała jej oczom widok skrzydeł niczym u gargulca lecz o wiele większych. Gdyby ktoś spytał czy widzi to oczami odpowiedziałaby że nie, widziała to raczej duszą. A co się działo z ciałem samej Albedir…wystąpiły jej wszystkie sino-fioletowe żyły i można wręcz było zobaczyć jak jej krew opuszcza ciało.
Skóra Mattana pociemniała, twarz nie przypominała żadnego ludzkiego oblicza. Jego usta w chwili ugryzienia rozszerzyły się wręcz nieproporcjonalnie niczym u bestii.
Inte wydawało się, że widzi samego diabła. Tak to był demon. Nie zwykły wampir, lecz najprawdziwszy demon.
Przerażona wręcz nie mogła się ruszyć. Trzymała dłoń na pistolecie lecz w szoku całkiem o tym zapomniała. Patrzyła tylko jak jej podopieczna powoli umiera.

Albedir nie czuła już nic, nie widziała niczego ani nie słyszała. Zamknęła oczy i poddała się uczuciu bezsilności. Powoli traciła przytomność, jeszcze parę jego łyków i pogrąży się w ciemności, z której już nikt jej nie uratuje. Zawaliła sprawę. Umrze i wcale tym nie pomoże Integrze. Nie pragnęła już tego by przeżyć, to było już nie możliwe. Było jej obojętne że mistrz się nie pojawił. Modliła się tylko by Alucard zjawił się i uratował Hellsing. Nie było sensu modlić się o swoja duszę. Nikt się nie pojawi by zabrać ją w zaświaty. Umrze całkowicie sama. Wraz z ostatnią kroplą życia na jej policzku spłynęła pojedyncza łza.


…Gdzieś w ciemności zgasła błękitna świeca i ustał szmer usypanego piasku…

Mattan odrzucił ciało Albedir i wyprostował się. Znikła wizja bestii i znów wyglądał jak elegancki arystokrata. Odwrócił się w stronę Integral wpatrującej się cały czas w Aldi.
-Wybacz, chyba nam przeszkodzono.-
Zaśmiał się i ruszył w jej stronę.
Hellsing zacisnęła zęby, podniosła pistolet i zaczęła strzelać do Mattana.
Gdzie się podział Alucard gdy jest potrzebny?
~Alucard! Rusz dupsko i pomóż…~
Nie mogła uwierzyć, że prosi wampira o pomoc. Lecz jej duma była już zbyt stargana by się tym teraz przejmować. Nie pozwoli temu ścierwu podejść, jak już ma zginąć to w walce.
Kule spowolniły premiera który musiał nieustannie się regenerować co go bardzo irytowało. W końcu zdołał jakoś chwycić Hellsing.

-Zaraz, zaraz nie przypominam sobie, żebym pozwolił ci ją dotykać.-
Cisza przerwana odbezpieczeniem pistoletu po czym przeszył powietrze huk broni. Głowa Mattana „znikła” plamiąc krwią marynarkę Hellsing która znowu upadła, lecz tym razem na kolana.
-Alucard!-
Krzyknęła podnosząc głowę. Wampir uśmiechnął się.
-Wiem, że się stęskniłaś ale najpierw musze coś załatwić.-
Po tych słowach odrzucił premiera od swojego Mistrza. Głowa Mattana powoli się zregenerowała.
-Idioto, co ty wyprawiasz!-
Wrzasnął odsłaniając kły. Oczy mu zapłonęły.

Tym czasem Hellsing poczuła, że ktoś chwyta ja pod ramię i pomaga wstać.
-Integral, musimy uciekać!-
Usłyszała słaby głos. Głos który już nigdy nie miał zabrzmieć. Spojrzała w bladą niczym śnieg twarz swojej podopiecznej. Czym się stała? Wampirem? Demonem? Czy w ogóle powinna żyć?!
-Ty…-
-tak, ja nie żyje, ale to teraz nie ważne, chodź!-
Jeśli już ma istnieć w tej ciemności i jako ta ciemność to chociaż wykorzysta to by pomóc Integrze.
Pokój rozświetliła błyskawica, po kilku sekundach usłyszeli grzmot. Kobiety dotarły w tym czasie do drzwi i wybiegły z sali zostawiając Alucarda w swoim żywiole.
Przemierzyły ciemny korytarz i dostały się na schody.
-Co się stało z Walterem?-
Hellsing próbowała nie myśleć o tym, że jej towarzyszka nie jest człowiekiem.

Tymczasem w jednym z salonów jasnowłosy wampir palił papierowa i zrelaksowany siedział na plecach leżącego lokaja. Nie spodziewał się raczej niczego niezwykłego, co jakiś czas chichotał zadowolony, że wszystko poszło tak łatwo.
Walter odzyskał świadomość lecz nie otworzył oczu. Szacował sytuacje. Widać jego przeciwnik stracił czujność, uśmiechnął się lekko, duży błąd. Może i jest starszy, ale jeszcze nie zapomniał podstawowych zasad walki.
Wampir ze zdziwieniem stwierdził że połowa jego papierowa spadła na ziemię. Jednak jego zaskoczenie nie trwało długo bo niebawem oplotły go srebrne nici, tak cienkie, ze nie było ich widać, tylko odblask lampy zdradzał ich położenie. Franco natychmiast poderwał się lecz nie utrzymał równowagi i upadł na ziemię. Zacharczał zdenerwowany. Lokaj wstał.
-Za szybko osiadasz na laurach.-
-Jeszcze się przekonamy staruchu!-
Lecz zanim Walter zdążył go dobić wampir znikł, a nici opadły na dywan.
Mężczyzna ruszył w stronę Sali konferencyjnej.


-Nic mi nie jest panienko…-
Usłyszeli głos lokaja, który pojawił się na dole schodów. Szybko podbiegł do dziewczyn pomagając wziąć Inte, która nie mogła jeszcze ustać na własnych nogach.
-A co z…-
-Przeliczył swoje zdolności-
Odpowiedział swojej pani podnosząc głowę na Aldi. Oczy zabłysnęły mu zdziwieniem zmieszanym ze strachem. Szybko odsunął Integral od dziewczyny. Aldi patrzyła na niego smutno oczami przypominającymi kocie. Czerwone oczy demona. Teraz dostrzegł, że jest całkowicie blada i chudsza.
-Czym…-
-Walterze, a ta kobieta?-
Lokaj jednak nic nie odpowiedział Integrze dalej wpatrując się w Aldi.
-Ja się nią zajęłam. –
Mruknęła spuszczając wzrok. W tym czasie usłyszeli huk zaś na dole schodów na środku holu zmaterializował się premier. Miał zakrwawione plecy , wydłużone kły i szpony. Nie przypominał raczej istoty ludzkiej. Znów obecnym podświadomość podrzucała widok raczej mało przyjemny- istoty demonicznej ,podobnej najbliżej do gargulca.
Pojawił się też Alucard, który również nie był w swojej zwykłej postaci lecz przywołał swoje pomocnicze demony. Premier rzucił się na diaboliczne łby rozszarpując je, one zaś całkowicie roztargały błonę w jego skrzydłach. Mattan odrzucił Alucarda i cofnął się krwawiąc na całym ciele.
-Jesteś głupcem Hrabio!! Nie zabije cię tym razem bo wiąże z tobą większe plany.-
Skierował głowę w stronę Hellsing i zacharczał gardłowym głosem.
-Wróce..-
Po czym jego ciało zaczęło powoli rozpływać się w powietrzu. Alucard chciał go zatrzymać lecz nie zdążył. Na posadzce został tylko krwawy ślad. Wampir powrócił do swojej postaci.
-Jesteś tchórzem i idiotą Mattanie!!-
Wrzasnął wściekły, że przerwano mu wspaniała zabawę. Wreszcie miał odpowiedniego przeciwnika, a on po prostu wieje z pola walki!
Odwrócił się i pojawił przy Integrze.
-Wszystko w porządku Mistrzu?-
Kobieta przytaknęła, tym czasem Alucard zbliżył się do Aldi. Zmierzył ją wzrokiem i wypowiedział słowa, które cisnęły się wszystkim na usta:
-Czym ty jesteś?-
Dziewczyna spojrzała na nich wszystkich desperacko. Gdyby tylko to wiedziała…
Powoli się cofnęło patrząc na Integral. Łzy stanęły w jej oczach gdy dostrzegła na twarzy Hellsing pogardę. To samo napotkała w oczach Waltera. Niebo ponownie przeszyła błyskawica i wraz z jej światłem Albedir wybiegła z rezydencji.

Ulewa szalała do woli. Ciężkie krople wody spadały na twarz dziewczyny. Ciemność nocy przyjmowała ją z otwartymi ramionami. Dobiegła do parku gdzie upadła na kolana. Łzy spływały po jej twarzy mieszając się z krwią i spadając na zimny, zmoczony deszczem beton.
Ramiona trzęsły się jej od szlochu. Usłyszała czyjeś kroki. Podniosła głowę. Parę metrów od niej stał Intigo. Całkowicie przemoczony od deszczu patrzył na nią poważnie.
Powoli zza płaszcza wyjął broń. Położył na ziemi i kopnął w stronę Aldi.
Dziewczyna spojrzała na pistolet. Tak. To był jej obowiązek. Teraz to ona jest swoją ofiarą.
Podniosła pistolet i odbezpieczyła. Takie było prawo, takie były zasady. Ona nie miała przyzwolenia do życia…Nie….Takie istoty nie mogą mieć takiego przywileju…
Powoli podniosła lufę do skroni.
-In nomine Patris † et Filii et Spiritus Sancti*…-
Pojedyncza łza.
-Amen.-
I pociągnięcie za spust.



*W imię Ojca i Syna i Ducha Świętego.

****************
Jej, ale ja się nad tą biedną Aldi znęcam XD

komentarze [14]

Początek przemiany >> poniedziałek, 30 lipica 2007 20:11:33
Kilkadziesiąt minut wcześniej Integral Hellsing siedziała przy jednym z krzeseł długiego stołu zapraszając premiera by usiadł. Mężczyzna nie ruszył się jednak tylko rzucił na stół jakiś pergamin. Hellsing podniosła jedną brew wyjmując swoje cygaro.
- Co to? -
- Rozkaz samej Królowej -
- O? -
- O odebraniu ci praw do prowadzenia Organizacji - Złośliwy uśmiech zagościł na twarzy Mattana.
- Organizacja Hellsing jest własnością prywatną - Warknęła kobieta piorunując mężczyznę wzrokiem.
- Mimo to działa na terenie podległym rządom Królowej. Oczywiście ja, jako premier Wielkiej Brytanii, podpisałem się pod tym postulatem, więc raczej nie masz wyboru -
Zaśmiał się wkładając ręce do kieszeni.
- A co dalej ma się niby stać z tą Organizacją? - Kobieta zmrużyła oczy obserwując uważnie premiera.
- Oh to proste, zostanie mi przekazana, a że nienawidzę jej całym sercem, usunę ją… Albo przemienię na wiele przyjemniejszą.. -
Tu spojrzał na Hellsing uśmiechając się zębiaście. Nagle serce Integral zamarło, a ona zaczęła przeklinać w duchu, że nie ma przy sobie broni. Bowiem oczy premiera zapłonęły ognistą czerwienią, kły wydłużyły się i staną przed nią wampir, a nie człowiek. Wszystko dopiero teraz ułożyło jej się w logiczną całość. Oczywiste stało się dla niej, że to premier zawładną umysłem samej Królowej i dałaby sobie rękę uciąć, że to on stoi za ostatnią rzezią kapłanów. Może uda jej się zyskać trochę czasu, zajmując go rozmową.
Prychnęła starając się nie okazywać strachu.
- No proszę, kogo my tu mamy. Więc to wszystko to twoja sprawka, czyż nie? –
Marck roześmiał się diabolicznie.
- Doprawdy, łatwo było was wszystkich przechytrzyć. Muszę przyznać, że oczekiwałem większych trudności –
- Czego chcesz? –
Warknęła ściskając cygaro w dłoni.
- Ciebie… -


Zanim Albedir zdążyła wystrzelić, Stanisława stanęła za nią i odebrała broń rzucając nią w kąt. Chwyciła dziewczynę za włosy i kopnęła tyły jej kolan.
- Nie wiesz, że dorosłym się nie przeszkadza? –
Warknęła uderzając Aldi z pięści w twarz. Blondynka upadła trzymając się za przeciętą wargę. Wzrokiem desperacko szukała swojego pistoletu. Gdy wreszcie jej wzrok zatrzymał się na jej broni poczuła jak ostry koniec buta wbija jej się w bok. Aldi przeturlała się spod jej ciosów i podcięła wampirzycy nogi kopnięciem. Trzymając się za bok wstała i chwyciła broń. Jednak reakcja Stanisławy na cios nie była taka, na jaką liczyła Aldi. Owszem upadła, ale w ciągu sekundy rzuciła się ponownie na Aldi wytrącając jej ponownie broń i obie kobiety upadły na podłogę.
Anielica dostała parę razy w żołądek i była okładana pięściami z niezwykłą zawiścią. Jednak nie dawała za wygraną i również zażarcie próbowała dobić swoją przeciwniczkę. W końcu skończyła się na tym, że Stanisława chwyciła pistolet Albedir i siedząc na niej przycisnęła jej go do skroni.
- I kto ci teraz pomoże, mała dziewczynko? - Zachrypiała plując krwią.
- Po pierwsze, ona nie jest mała, ty ścierwo – Wampirzyca poleciała na najbliższą ścianę i zsunęła się na podłogę nieprzytomna.
Indigo roztarł sobie knykcie po czym pomógł wstać Albedir. Podał jej pistolet i parę srebrnych naboi.
- Potrzebujesz ostrzejszego treningu, młoda damo. Ja się nią zajmę. Ty leć do Hellsing – zwrócił się do Aldi.
- Aha i jeszcze jedno…-
Chwycił Albedir, która już zbierała się do wtargnięcia do Sali Konferencyjnej, przyciągnął do siebie i pocałował w usta. Dziewczyna rozszerzyła maksymalnie oczy czując jak piorunuje ją jego ciepło. Gdy wreszcie się od niej odsunął:
- Uważaj na siebie –
Szepnął uśmiechając się pieszczotliwie i odbezpieczając swój pistolet.
Przez sekundę Aldi stała oszołomiona, lecz nie było czasu na zastanawianie się i natychmiast pobiegła do drzwi starając się nie zwracać uwagi na swoje bijące jak oszalałe serce.

-A więc, twój plan jak widzę był dopracowany w najmniejszym szczególe –
Obrzuciła wampira czujnym spojrzeniem. Miała w planie zajęcie go rozmową, by jak najdłużej chwalił się swoim ,,zwycięstwem”. Mattan zaczął spacerować po pokoju w ogólnym jednak zamierzeniu zbliżał się do Integral, która obecnie stała obserwując go uważnie.
- O tak, zajęło mi to trochę. Ale udało się i wszystko poszło po mojej myśli –
- Doprawdy… A jeśli można spytać, w jakim sensie chcesz urządzić moją organizację bardziej przyjemną? –
Zaśmiał się patrząc w podłogę podchodząc coraz bliżej.
- Spytać zawsze możesz, ale ja nie musze odpowiadać. Dobrze wiem co knujesz z tą rozmową – Tu uśmiechnął się diabolicznie i podniósł na nią oczy.
Wymierzył cios w żołądek i jakby nigdy nic podniósł ją za gardło. Unosząc do góry wzmacniał swój uścisk. Kobieta nie mogła zaczerpnąć powietrza, a jej skóra zmieniła barwę na blado-siną. Kopała w powietrzu, jednaj ciosy nie sięgały Mattana.
Wampir wpatrywał się w jej twarz z niekrytym uśmiechem i zadowoleniem.
Po chwili rzucił ją na stół.
- Będziesz doskonałym udekorowaniem mojej kolekcji –
Zaśmiał się chwytając ją za włosy i zbliżając swoją twarz do jej. Poczuła jak ostre paznokcie wbijają się powoli w jej klatkę piersiową. W uszach usłyszała jakby krzyki tysiąca kobiet, które przeradzały się w potworny pisk. Wokół siebie poczuła ciemność, która przelewała się w nią powoli. ~ ALUCARD ~ krzyknęła w myślach. Nie, to nie mogło się tak skończyć. Banalnie zaskoczona przez wampira… Nie, Integral Hellsing nie mogła tak zginąć.


Alucard tym czasem stał samotnie na zamarzniętej syberyjskiej ziemi. Przed nim rozciągał się cmentarz pobliskiego kościoła. To tu, według jego Mistrza znajdowała się przyczyna jej ostatnich kłopotów. A on dobrze wiedział, z kim przyjdzie mu walczyć. Zza najbliższego grobowca wyszedł Joachim. Uśmiechał się zębiaście.
- Witaj Alucardzie –
Wampir prychnął wyciągając pistolet.
- Doprawdy… Nadal myślicie, że się do was przyłącze? –
Wilkołak przekrzywił głowę jak dziecko, które słodko przygląda się nowej zabawce.
- To tylko kwestia czasu -


- On ci nie pomoże. Ma pewną nieistniejąca sprawę do załatwienia – zaśmiał się słysząc jej myśli. Integral zaczynała powoli zapadać się w ciemność. Nie słyszała głosów otoczenia tylko ten przeraźliwy pisk. W klatce piersiowej czuła okropne zimno, które żyłami rozchodziło się po jej ciele. Zaś zaraz po tym zimnie ból. Uczucie to potęgowało się, gdy nagle wśród ciemności dostrzegła jasne istoty. Czyżby przyszli po nią? Czy tak się kończy ludzkie życie? Jednak one spoglądały na nią zdziwione i wymieniały przerażone spojrzenia. Nagle zniknęły a Integral usłyszała otwieranie się drzwi. Do pokoju wparowała Aldi i wystrzeliła w stronę Mattana.

komentarze [12]

Gomennasa *_* >> piątek, 22 czerwca 2007 20:49:50
Zawaliłam...wiem. Ale jak przeczytałam wasze komentarze, wziełam się za siebie, zakasałam rękawy i napisałam to. Mam nadzieje, że nie jest takie złe i nudne jak poprzednia notka..Bo jak tak to ja już sie chyba nie nadaje do tego bloga..*__*
dziękuje z całego serca za szczere komentarze ;*
###########################################

Alucard pojawił się w swojej komnacie. W powietrzu wyczuł coś dziwnego. Rozglądnął się po swoim lochu, gdy nagle dostrzegł coś na swej trumnie. Podszedł bliżej i podniósł gałązkę dzikiej róży. Z dezaprobata zgniótł ją w dłoni, a płatki natychmiast uschły i pokruszyły się w drobny mak. Odwrócił się i dostrzegł jeszcze coś. Na stole stał kieliszek. Niby nie było w nim nic szczególnego, ale na szkle widać było ślady czerwonej szminki. Chwycił naczynie i rzucił nim o ścianę. Wiedział doskonale kto odwiedził jego komnatę i wcale mu się to nie podobało...
- Skończone skurwysyny, zobaczymy kto w końcu się podda - Warknął i znikł, a zaraz po nim zgasły wszystkie świece.

Piątkowy wieczór nie należał do wyjątkowych. Niebo przybrało swój ciemny odcień granatu, a lekki wiatr targał pobliskie drzewa. Panowała grobowa cisza, nie zakłócana najcichszym śpiewem ptaków. Księżyc wstawał powoli by oświetlać swym bladym światłem nieliczne skrawki ziemi.
Albedir mimo wszystko nie dała się zwieść. Wyczuwała coś bardzo niepokojącego. To coś zbliżało wielkimi krokami. Najgorsze było to, że nie wiedziała czym jest to zło, które czai się w każdym ciemnym zakamarku i tylko czeka na stosowną chwilę. Wiedziała, że jest to cisza przed burzą. Pytanie: jaka będzie to burza, skoro boją się jej nawet anioły?
- Taka, w której na pewno nie zostawię cię samej. - Usłyszała znajomy głos tuż za plecami.
Nie odwróciła się. Obserwowała jak czarna limuzyna premiera parkuje przed rezydencją. Szelest kamyków, stuk męskich obcasów na kamiennych schodach. Głos Waltera przyjmującego ważnych gości. Milczała, tak samo jak jej Mistrz stojący tuż za nią i obserwujący to samo wydarzenie. Wreszcie głosy ucichły, co oznaczało, że premier i jego towarzysze weszli do rezydencji i podążają w tej chwili do Sali Konferencyjnej.
Dopiero teraz zaszczyciła Indigo swoim spojrzeniem. Anioł wpatrywał się w ciemny zarys książki rysujący się na parapecie okna. Podniósł ją i przeczytał tytuł.
- Szybko się uczysz, ale nie pamiętasz najważniejszej lekcji: Anioł nie zaprzestaje szukać, gdy inni nie widzą, ponieważ on widzi o wiele więcej - I po tych słowach podał jej książkę.
Dziewczyna wzięła od niego przedmiot, który sam otworzył się w jej dłoniach na stronię ze szkicami. Rysunek przedstawiał szkielet trzymający w dłoni klatkę a w niej ludzkie serca - wampira, który szczycił się manią kolekcjonowania takich części ludzkiego ciała jakim było właśnie serce.
Patrzyła na tą rycinę tysiące razy, ale dopiero teraz to dostrzegła. W ozdobach wokół szkicu widniał często powtarzający się motyw smoka. Lecz tego smoka, którego widziała na sygnecie odnalezionym przez Hellsing. Dopiero teraz przypatrzyła się uważnie czaszce. Nie była to jedna z tysiąca jednakowych czaszek. Ta miała wyraz, charakter i jeśli patrzył na nią ktoś wyczulony na szczegóły mógł dopatrzeć się w niej twarzy konkretnej osoby, a Albedir znała tę osobę…


Integral przyjęła premiera w Sali Konferencyjnej. Przybył z dwójka towarzyszy, których Hellsing nigdy nie widziała. Kobietą ubrana w elegancką, czarną garsonkę i młodego blondyna. Przedstawił ich jako swoich przyjaciół- Stanisławę Neville i Franco Rossini , którzy nie będą im przeszkadzać w rozmowie. Zostali zaproszeni do salonu, gdzie mieli zaczekać na premiera pod czujnym okiem Waltera.
Sama zaś Integral zamknęła się w Sali ze swoim gościem.

Gdy tylko drzwi zamknęły się za Hellsing, Stanisława spytała swym aksamitnym głosem, gdzie mogłaby znaleźć toaletę. Poinstruowana przez lokaja wyszła z pomieszczenie zostawiając Waltera sam na sam z Franco.

Reakcja Aldi była niczym uderzenie pioruna. Cała prawda wdarła jej się do umysłu jak gdyby ktoś ją tam wlał i okazała się aż nadto oczywista. Rzuciła książką i wybiegła ile sił w nogach ze swojego pokoju. Teraz już wiedziała, co grozi Hellsing i nie była to śmierć, było to coś o wiele gorszego od śmierci. Bowiem śmierć jest początkiem nowego życia, a to był koniec. Czysty koniec istnienia. Utkwienie w wiecznym zapomnieniu i ciemności, bez świadomości, że w ogóle kiedyś się żyło. Bycie ciemnym pomiotem, przedmiotem w rękach samego Belzebuba. Dlaczego wcześniej tego nie zauważyła? Przecież wszystko było widoczne gołym okiem, a ona tego nie dostrzegła. Nie zwróciła większej uwagi na ostatnie zachowanie Królowej, czy strach samego Indigo. Mogła się domyślić, że Królowa jest tylko marionetką premiera. Mogła się domyślić, że za tą rzeź odpowiedzialny jest premier. Mogła się domyślić, że jest wampirem. Mogła się domyślić, że ma zwolenników, wśród wampirzej śmietanki towarzyskiej. Wszystko wskazywało na premiera, a ona pozostała ślepa…
Ślizgając się po gładkiej podłodze korytarza skręciła i pobiegła dalej krzycząc ile sił miała w płucach na Waltera. Czuła zimne krople potu na swojej szyi. Strach przewyższający wszystko. Dodatkowo nie mogła liczyć na pomoc Alucarda. Wysłano go na Syberię. Dała by sobie uciąć rękę, że była to pułapka, by odwrócić jego uwagę. Mogła powiedzieć sobie otwarcie. Zawaliła. Zawaliła i to na całej linii.

Walter usłyszał krzyki Albedir. On również wyczuł coś niepokojącego. Teraz jego domysły znalazły uzasadnienie. Srebrne nici błysnęły w świetle lampy, ale ku zdziwieniu lokaja nie napotkały swojej ofiary. Wampir przestał bawić się w iluzję i jego oczy zabłysnęły żółcią, gdy znalazł się tuż za Walterem. Jego pieść uderzyła starca w lędźwiową część kręgosłupa. Energetyzujący ból przeszył lokaja na wskroś zmuszając go do uklęknięcia.
-Wampirzy skurwysyn - warknął.
Wampir roześmiał się demonicznie i z całej siły kopnął człowieka z żołądek.

Albedir zaś dostała się wreszcie na odpowiedni korytarz przed Salą Konferencyjną. Od wpadnięcia do środka dzieliło ja tylko parę dużych kroków. Jednak zza pobliskich drzwi wyłoniła się kobieta zagradzając jej drogę. Jej ciemne włosy połyskiwały w świetle księżyca sączącego się przez okiennice. Uśmiechnęła się do anielicy ukazując swoje ostre i bielusieńkie kły.
- Biedna, mała dziewczyneczka próbuje pomóc? -
powiedziała przesłodzonym głosem patrząc z politowaniem na Aldi.
Palce Albedir zacisnęły się na kolbie pistoletu.

komentarze [17]

"Jak rozkażesz, Pani." >> środa, 20 czerwca 2007 21:03:43
Wiem wiem..długo mnie nie było XD Ale to z powodu tych wszystkich spraw zwiazanych z dostawaniem sie do szkoły:) ale juz dostałam się do Liceum Plastycznego w Krakowie więc mam więcej czsu :D ^^ Mianowicie notka jak notka...taka średnia. Długa ale mam nadzieje że wytrzymacie ;));*
p.s. AxI będzie troszku później;P


Integral została wezwana do pałacu. Przeklinając pod nosem wysiadła z samochodu i skierowała się do bramy. Czyżby Królowa chciała ją zbeszczyć na żywo… Miała już powoli dość humorów władczyni. Wiecznie narzekająca, przesłodzona, stara jędza. Czasami za bardzo przejmuje się niektórymi sprawami…
Tak więc z dumnie podniesioną głową Integral szła przez wysokie, pozłacane w stylu neogotyckim korytarze pałacu. Służba witała ją skinieniem głowy, znali ją z częstych wizyt u królowej. Lokaj zapowiedział Hellsing po czym mogła wejść do Sali tronowej.
Na końcu Sali na wysokim, miękkim tronie siedziała starsza kobieta zastanawiająca się nad czymś intensywnie. Integral podeszłą i ukłoniła się. Władczyni spojrzała na nią jakby nie mogła jej skojarzyć po czym powiedziała cichym głosem.
-Integral…Witaj.
-Dzień dobry Wasza Wysokość.
Hellsing wyprostowała się czekając aż jej królowa zacznie prawic jej kazanie. Zaś Elżbieta patrzyła na nią nic nie mówiąc, w końcu Inte nie wytrzymała tej ciszy i spytała o coś co raczej było dla niej oczywiste.
-Wasza Miłość, w jakim celu mnie wezwałaś?
Królowa jakby się ocknęła.
-Ahhh…Mam do ciebie jedno pytanie Integral…
{zaczyna się} pomyślała.
-Integral…
Królowa zaczęła wpatrywać się w podłogę za kobietą.
-Czuje, że powinnam być na ciebie bardzo wściekła, ale… Nie bardzo rozumiem z jakiego powodu…
Też cos, co za impertynencja zapominać po co się kogoś wezwało! Pomyślała krzywiąc się niesmacznie. Królowa przeniosła swoje oczy na swoją podwładną. Jej oczy wyrażały niezrozumienie i nie pewność.
-Wiem, że ostatnio wydarzyło się coś strasznego.. Ale starałaś się przecież… Nie rozumiem…
Znowu zaczęła się wpatrywać w podłogę. Integral zamurowało. Jak to? Najpierw oskarża ją o nic nie robienie a teraz mówi, że jednak się starała? Nic już z tego nie rozumiała.
Zaczęła się denerwować, gdyż królowa nie wyglądała dobrze. Cienie pod zaczerwienionymi oczami, blada cera, lekko drżące się dłonie. Mimo swojej niechęci do niej zaczęła się trochę martwić. Podeszłą bliżej władczyni.
-Wasza Wysokość, czy dobrze się czujesz?
Królowa wstała powoli chwytając się za czoło.
-Dziwnie…
Nagle Elżbieta zemdlałą i gdyby nie Integral która ją podtrzymała zsunęła by się na podłogę.
-Wasza Wysokość!
Usłyszała szybkie kroki i niedługo przed nią pojawił się nikt inny jak sam premier Marc Mattan. Spojrzał gniewnie na Królową, później na Hellsing.
Równie szybko jak zemdlałą, starsza kobieta wyprostowała się stając pewnie przed Integrą.
Premier położył swoją dłoń na ramieniu władczyni i powiedział sucho.
-Czy wszystko w porządku, Wasza Wysokość?
-Tak.
Odpowiedziała pewnie strzepując nieistniejące pyłki na swoim kostiumie.
Spojrzała na Hellsing tym razem wzrokiem pełnym złości.
-Ach to ty… Dobrze, że przyszłaś, mamy pewne sprawy do omówienia.
Hellsing osłupiała już całkiem. Królowa zachowywała się gorzej niż nastolatka podczas miesiączki. Raz chce tego, raz tego…
-Premier odwiedzi cię w piątek, nie będę podawać celu jego odwiedzin. Dowiesz się wtedy. Na razie musi wyjechać, ma sprawy do załatwienia za granicą.
Ale my Integral mamy coś do omówienia. Mianowicie musisz mi złożyć raport z ostatnich wydarzeń
Powiedziała zimno z tym swoim władczym akcentem.
Premier ukłonił się.
-Myślę, że mogę już zostawić panie same.
-Oczywiście, oczywiście.
Ukłonił się ponownie obrzucając czujnym spojrzeniem swoją władczynie, po czym wymaszerował z Sali.
Integral przeklinała go w duchu. Stała relacjonując ostatnie wydarzenia i starając się chronić swój honor.


Lochy rezydencji Hellingów były zimnym i ciemnym miejscem. Schodząc po kamiennym stopniach człowiek zanurzał się w gęstej ciemności i przeszywającej ciszy. Wkraczał w mroczne rejony, niebezpieczne nie zależnie czy na zewnątrz świeciło słońce, czy księżyc.
Lochy kryjące tajemnice, o których nie wiele osób chciałoby wiedzieć. Długie korytarze ciągnące się często kilometrami pod powierzchnią ziemi. I jedna z komnat, jeśli można ją tak nazwać. Była dość wysoka choć nie grzeszyła wielkością. W niej znajdowała się tylko wielka, czarna trumna, stół i dwa krzesła. Na stole stała butelka a koło niej napełniony czerwonym płynem kieliszek. Choć byłą pusta, mogę was zapewnić, że żaden mądry człowiek nie zapuścił by się tu sam. Powietrze w lochu zamigotało a w kącie ukazała się lekka czarna mgła. Zaczęła się ona przekształcać w ludzką postać. W końcu dało się słyszeć jak cisze przecina stuk obcasów. Istota spojrzała na stół i wzięła do swej szczupłej dłoni kieliszek. Upiła łyk krwi po czym odłożyła szkło na stół. Odwróciła się a jej wzrok padł na trumnę. Uśmiechnęła się i podeszła do niej. Wyjęła skądś gałązkę dzikiej róży i położyła ją na wieku trumny. Przez chwile wpatrywała się w płatki róży opadające na czarne drewno po czym zachichotała szatańsko.
-Już niedługo, niedługo.
po czym tylko śmiech pozostał w komnacie. Postaci już nie było.


Za Integrą zatrzasnęły się drzwi Sali tronowej. Ścisnęła pięść zgrzytając zębami.
Królowa chce jej się pozbyć?! Niech nie myśli że Hellsing się tak szybko podda. Będzie się bronić aż do ostatniej kropli krwi! Ponuro domyślała się jaki był cel wizyty premiera.
Jeśli Królowa myśli, że tak łatwo odda organizację to grubo się myli.
Szła świetlistymi korytarzami pałacu. Skręciła w ostatni zakręt po czym natknęła się na Mattana rozmawiającego z jakimś służącym. Człek skinął głową po czym odszedł szybkim krokiem. Marck spojrzał na Hellsing i uśmiechnął się szelmowsko.
-Ach, znowu się spotykamy pani.
Ukłonił się lekko, całując dłoń Integral.
-Przepraszam, że tak szybko musiałem odejść. Miałem pewną sprawę do załatwienia.
Czy Królowa czuje się już lepiej?
-Na tyle dobrze by znów wrzeszczeć.
Mruknęła niby do siebie, lecz premier ja usłyszał. Uśmiechnął się.
Podszedł niebezpiecznie blisko Hellsing. Patrzyła na niego z nienawiścią w oczach i cofnęła się o krok napotykając za sobą ścianę.
-Od ostatniego razu bardzo się pani zmieniła.
-Doprawdy? Nie zauważyłam różnicy.
Odcięła złośliwie. Chciała już odejść lecz napotkała ramię premiera, które zagrodziło jej drogę.
-Wyrosłaś na piękną kobietę, Integral Hellsing.
Szepnął przybliżając swoją twarz do niej.
-Myślę, że nasze przyszłe spotkanie, będzie bardzo przyjemne.
Sposób w jaki zaakcentował dwa ostanie słowa sprawił, że Integral wzdrygnęła się na całym ciele. Odepchnęła jego ramie i odeszła parę kroków po czym odwróciła się.
-Zapewniam cię premierze, że będzie odwrotnie.
Warknęła, odeszła z podniesiona głową.
Premier odprowadził ją wzrokiem uśmiechając się szatańsko.
Nagle tuż za nim zmaterializował się wysoki mężczyzna. Blada cera, blond włosy, żółte oczy sprawiały wrażenie jakby był cały w jednym kolorze.
-Załatwione.
Mruknął obojętnie, wpatrując się w swoje paznokcie. Podniósł powieki wpatrując się w Mattana.
-czemu nie planowałeś i nie zrobiłeś tego 6 lat temu?
Premier odwrócił się do niego i spojrzał z politowaniem.
-Bo wtedy nie miał bym żadnej zabawy.

Aldi znajdowała się na strzelnicy i odreagowywała złość po ostatnim spotkaniu z Intigo.
Cholera jasna co oni wszyscy sobie myślą? Miała już dość takiego zachowania jej przełożonego. Rozstrzeliwała swoje sztuczne cele gdy nagle wszedł Walter. Nie słyszała go więc nie zaprzestała swojego zajęcia. Mężczyzna przez chwile przyglądał się jej poczynaniom. Był nawet lekko zdziwiony z jaką determinacją i szybkością unicestwia kolejne płyty. Widać było że jest zezłoszczona. W końcu wyczuła, że ktoś jest w pomieszczeniu, odwróciła głowę i zdjęła słuchawki. Uśmiechnął się do niej.
-Nie uważasz, że to wszystko śmierdzi?
Zaczęła uzupełniać magazynek.
-To znaczy?
-No Premier umiera, władze obejmuje jakiś chłystek a w kraju panuje rzeź.
Walter oparł się o ścianę i wpatrywał w podłogę.
-Więc uważasz, że nowy premier ma coś z tym wspólnego? Dlaczego?
-Nie jestem pewna, ale mam takie przeczucie.
-Przeczucia czasem bywają mylne.
-Uwierz Walterze…Moje nie.
Zatrzasnęła broń i rzuciła ja na stół po czym wymaszerowała ze strzelnicy trzaskając drzwiami

Marck Mattan wyjechał na daleki zachód do Rosji, a dokładniej na Nową Syberię. Stał obecnie przed starym kościołem. Spojrzał nerwowo na zegarek i warknął.
Po chwili zza kościoła wyszedł mężczyzna. Był to dość młody wilkołak. Włosy obcięte miał na ,,jerzyka” a oczy świeciły mu żółcią.
-Spóźniłeś się Joachimie
-Wybacz, miałem pewne ciekawe spotkanie z piękna rudowłosa.
-Oszczędź sobie…
Oświetlało ich nikłe światło księżyca. Dookoła słychać było szum drzew i plusk pobliskiego strumienia. Wokół kościoła znajdowały się bardzo stare nagrobki, a raczej to co z nich zostało.
-Pospieszmy się, mam dość tych kościołów. Przyprawiają mnie o mdłości.
Joachim roześmiał się. Oboje weszli do świątyni.
-Przepraszam! Jest tam kto?!
Zawołał Joachim a po chwili wyszedł do nich ksiądz. Młody, blady, uśmiechnięty duchowny.
-Nie przypuszczałem że mogą tu być jacyś wierni.
Mężczyźni zachichotali.
-Tak, widać jesteśmy bardzoo więżący..
Ksiądz spojrzał na nich pytająco.
-W czym mogę pomóc.
Joachim wzniósł oczy udając że się zastanawia.
-Pomyślmy w czym ksiądz mógłby nam pomóc…aaa tak w zabiciu takiej jednej dziwki.
Duchowny otworzył szeroko oczy.
-Co proszę?
-Pospiesz się, za 24 godziny chce być u Hellsing..
Warknął Mattan spoglądając na zegarek.
-Spoko Marck, to moja ulubiona cześć, daj się pobawić.
Ksiądz nic nie rozumiał z ich rozmowy ale zaczął tracić cierpliwość.
-Proszę posłuchać, jeśli przyszliście tu żeby sobie pożartować to bardzo proszę o opuszczenie tego miejsca.
-Ooo jak się boje.
Zachichotał Joachim i złapał księdza za głowę. Ten próbował się uwolnić ale uścisk wampira był coraz mocniejszy. Mężczyzna zaczął krzyczeć a po kilkunastu minutach jego czaszka pękła a spomiędzy palców Joachima poleciała krew. Ciało upadło na podłogę.
-Rozłożyć na części?
-Jak chcesz.
Joachim pochylił się a po chwili ksiądz już wcale nie przypominał księdza…W ogóle trudno było się w tym dopatrzeć człowieka.
-Dobra, to ostatni.
-Jak to wyszło?
-Doskonale, dla wzmocnienia efektu wymordowałem małe miasteczko .
Wyszczerzył kły w uśmiechu. Mattan westchnął spoglądając na napis który utworzył się koło krzyża.
-Rób co chcesz, byle by efekt był pozytywny. Cóż, myślę, że teraz zostało ci tylko czekanie.
Joachim roześmiał się.
-Normalnie nie mogę się doczekać.
-Może później do ciebie dołączę, gdybyś potrzebował pomocy..
Po czym zniknął.


-Alucard!!!!!!!!!!
W gabinecie pojawił się wampir jak zwykle ze swoim wścibskim uśmieszkiem.
Znajdował się tam tez lokaj pochylający się nad ekranem laptopa. No i oczywiście właścicielka przeszywającego głosu.
-Nie musisz tak krzyczeć Master.
-zamknij się i słuchaj.
Warknęła paląc cygaro.
-wybierasz się na Syberię, niestety ja nie mogę jechać ponieważ jutro zjawia się tu nowy premier...
Ta informacja specjalnie nie zainteresowała Alucarda.
-I cos jeszcze?
-Osobę odpowiedzialną za ostanie wydarzenia…
Tu uśmiechnęła się lekko, a jej oczy zabłysły.
-Znaleźć i zlikwidować…
Wampir roześmiał się diabolicznie, kłaniając się.
-Jak rozkażesz, Pani.

komentarze [4]

Kurtyna tajemnic... >> piątek, 18 maja 2007 16:21:48
Adli czytała książkę siedząc na parapecie okna. Dzień był pochmurny i zimny. Ciemne chmury zakrywały niebo nie pozwalając ogrzać choć centymetra kwadratowego ziemi.
Drzewami szarpał mocny wicher. Westchnęła i podniosła wzrok znad książki.
To nie miało większego sensu. Na tych stronicach były zapisane przeróżne rzeczy ale nie to czego szukała. Przekartkowała po raz setny książkę ale i to nic nie dało. Tylko rozmazana plama kilkudziesięciu rycin przeleciała jej przed oczami. Belzebub ani żadne inne rodzaje szatanów jakoś nie przykuwały jej uwagi.
Zeskoczyła z okna i wyszła z pokoju zostawiając swoją lekturę na parapecie.
Z dłońmi w kieszeniach szła korytarzem przyglądając się obrazom.
Otworzyła drzwi gabinetu Hellsing jak zwykle nie pukając. Wysoka kobieta paląca cygaro spojrzała na nią gniewnie.
Aldi podniosła dłoń by zahamować potok słów, którymi raczyła ją powitać Integral.
-Tak, tak wiem. Jestem niewychowana gówniarą, która myśli, że może sobie wchodzić bez pukania.
Wyszczerzyła zęby widząc jeszcze większy ogień w oczach Inte.
-Widzę, że się wyspałaś.
-brawa za spostrzegawczość.
Warknęła, po chwili dodając równie nie chętnym tonem.
-Premier nie żyje.
Aldi zmarszczyła czoło.
-Czy…
-Nie, zmarł na zawał serca we własnym łóżku.
Hellsing odwróciła się do dziewczyny wypuszczając w ust smugę dymu.
-Przejmujesz się tym jakoś bardzo?
-oczywiście, że nie.
Prychnęła kpiąco Integral.
-Ale to oznacza, że nowym premierem zostanie ten chrzaniony gówniarz, pamiętasz go? Ten, którym tak się ekscytowała królowa.
-ten, któremu kiedyś omal nie złamałam żeber?
-Dokładnie ten
Aldi skrzywiła się. Pamiętała ohydnego vice premiera, a perspektywa, że to on będzie sprawował druga po królowej pozycję z rządzie strasznie ją drażniła.
-Nie żartuj…ten laluś?
Inte kiwnęła głową, zaś dziewczyna po drugiej stronie biurka otrząsnęła się z obrzydzenia.
-Ten kraj schodzi na…
Jednak widząc morderczy wzrok Hellsing nie dokończyła zdania.
Kobieta podeszła do biurka i wyciągnęła z szuflady jakiś przedmiot. Rzuciła go do Aldi, która szybko złapała go jedną ręką.
-Patrz co znalazłam w tamtym kościele.
Dziewczyna otworzyła dłoń. Znajdował się na niej pierścień, a raczej sygnet. Na złotej powłoce widniał smok z błyszczącymi oczami.
-To Zakon Smoka.
Aldi rozszerzyła oczy spoglądając na Integrę. Ta kiwnęła tylko głową.
-Ale skąd sygnet zakonu, który bronił chrześcijaństwa przed osmańskim imperium??
Inte wzruszyła ramionami.
-Chciałabym wiedzieć.
-Hmmm..
Aldi obracała błyskotkę w palcach.
-Czyżby jakiś jego członek postanowił żyć wiecznie?
-Jeden już to zrobił.
Warknęła Hellsing, dziewczyna spojrzała na nią pytająco, po czym przypomniała sobie o Alucardzie.
-Ahh.. No tak, on. No to może to jakiś jego stary kolega?
Integral milczała.
-Najlepiej spytaj jego samego.
Ciągnęła dziewczyna.
Po dłuższym zastanowieniu Inte kiwnęła głową. Po chwili z cienia usłyszały zaspany głos.
-Tak, mistrzu?
Mruczał cos pod nosem o tym, że w tym domu nigdy nie dadzą mu się wyspać.
Aldi rzucała pierścień w jego stronę. Wampir złapał go równie zręcznie.
Przyjrzał mu się z uwagą.
-Alucard, do kogo to należy?
Mężczyzna wzruszył ramionami.
-Wszyscy członkowie Zakonu Smoka takie mieli.
-Ty też?? W takim razie gdzie jest twój?
Wampir spojrzał z politowaniem na swojego Mistrza.
-Master, nie mam zielonego pojęcia. Minęło parę wieków odkąd ostatni raz go widziałem.
-Więc ten tutaj może być twój?
Jedna brew Hellsing podjechała do góry.
-Wątpię. Mój raczej zgubił się gdzieś w lasach karpackich. Nie miał w sumie prawa znaleźć się z Anglii.
Kobieta zrezygnowana opadła na krzesło.
-I jesteśmy w punkcie wyjścia.
Ciszę w pokoju przerwał telefon.
Integral podniosła słuchawkę w widełek.
-Integral Hellsing, słucham?
Zgromadzeni przyglądali się z zaciekawieniem jak twarz Inte wykrzywia grymas niezadowolenia po czym burknęła z słuchawkę dość nie przyjemne dziękuję i odrzuciła ja jakby ta parzyła.
-W następny piątek zjawi się u nas w wizyta nowy premier.
-Czego chce?
Alucard najwyraźniej nie miał zamiaru wracać do trumny.
-Nie powiedział…
-To ja się zmywam.
Mruknęła pod nosem Aldi przygniatana wzrokiem wampira.
Czasami były takie chwile, o których wiedziała, że Alucard nie życzy sobie jej towarzystwa i raczej nie należy się z nim droczyć.
Przecisnęła się przez drzwi i wyszła z gabinetu.
Hellsing odwróciła się ponownie do okna paląc swoje ulubione cygaro.
Co jakiś czas nad jej głowa unosiła się chmurka dymu.
-Sądziłem, że niezbyt przejmujesz się wizytami premiera. Czemu tym razem cię to nie pokoi?
Spytał wychodząc z cienia i stojąc naprzeciwko biurka.
-Nowy premier Marc Mattan jest ostatnim…
Nie dokończyła zdania ściskając zęby na cygarze.
Brwi wampira zniknęły pod zmierzwionymi czarnymi włosami.
-Znasz go?
-oczywiście idioto, że go znam! Poznaliśmy się na bankiecie sześć lat temu!
Wampir skrzywił się niesmacznie. No tak, ten bankiet ta którym była ze smarkiem (od aut. Jakby ktoś nie pamiętał, tak nazywa Aldi.).
-Nie wracasz do swojej trumienki? Wydawało mi się, że byłeś wielce niezadowolony z tego że cię wezwałam.
Warknęła przez zęby. Nie usłyszała odpowiedzi. Odwróciła się by sięgnąć po filiżankę herbaty, która rano przygotował jej Walter.
Alucard uśmiech się w ten swój specyficzny wampirzy sposób. Nie mógł przepuścić żadnej okazji by popatrzeć jak jego master się denerwuje.
Kobieta podniosła filiżankę do ust. Po sekundzie jęknęła cicho a filiżanka roztrzaskała się o posadzkę. Inte zaklęła i przyłożyła dłoń dom wargi. Nie chodziło o to że herbata już dawno wystygła i smakowała okropnie, ale o to że filiżanka najwyraźniej była ubita i skaleczyła ja w wargę.
Wampirowi zabłysły złowieszczo oczy, gdy zobaczył na koniuszkach palców Hellsing znikoma ilość krwi. W powietrzu wyczuł swój ulubiony zapach. Uśmiechnął się ukazując jeden wydłużony kieł. Zanim kobieta zdarzyła zareagować zmaterializował się tuz przy niej i chwycił jej dłoń odsuwając ją od jej ust. Integral zdarzyła tylko zrobił wielkie oczy gdy wampir pochylił się a ona poczuła na swoich wargach delikatne muśnięcie jego języka który oblizał rankę. Po sekundzie stał już wyprostowany szczerząc kły.
Jak tylko Inte zdała sobie sprawę co zrobił opamiętała się.
-Alucard!! Ty chrzanione ścierwo!! Jeszcze raz cos takiego zrobisz ty wypchany worku kości to karze cię wypatroszyć czosnkiem, pokroić na kawałki i rzucić na pożarcie szczurom!!!!
Miała nadzieję, że rumieniec na jej policzkach odbierze jako przejaw zdenerwowania.
Wampir tylko zaśmiał się szelmowsko.
-Wybacz mi master, nie mogę pozwolić by choć kropla twojej krwi się zmarnowała.
Ukłonił się i zniknął omijając tym samym lecącą w jego stronę popielniczkę, która trafiła w ścianę i upadła z brzękiem na podłogę. Integral wściekła odwróciła się na pięcie od miejsca, w którym niedawno znajdował się wampir.
-Co do jasnej cholery chce ten pieprzony premier?!
Wrzasnęła starając się nie myśleć o wampirze.
Maleńka ranka szybko się zagoiła.


Aldi wyszła z rezydencji i skierowała się do parku potem zaś do miasta.
Dzień był tak paskudny, że nie wielu ludziom chciało się wychodzić z domów.
Gdy przechodziła koło ciemnego zaułka poczuła, że ktoś łapie ją z tyłu przykrywając dłonią usta. Reakcja była natychmiastowa. łokieć Aldi z prędkością błyskawicy wystrzelił do tyłu najprawdopodobniej trafiając w żołądek napastnika. Odwróciła się i kopnęła w plecy kuląca się postać.
-Na miłość boską.. Aldi..
Jęknął kłębek zwijający się na bruku. Oczy dziewczyny rozszerzyły się w zdziwieniu.
-Indigo?! Do jasnej cholery co ty tu robisz??! I czemu podchodzisz mnie w ciemnym zaułku!!?
-Gdybym wiedział…
Burknął starając stać.
-Posłuchaj.
Przytrzymał się pobliskiego muru.
-Będę miał niezłe kłopoty, że tu w ogóle jestem. Mam zakaz złażenia na ziemię.
-Co..
-Ciiicho, posłuchaj mnie lepiej. Wynos się z Hellsinga i to najszybciej jak to możliwe.
Posłała mu niezrozumiałe spojrzenie.
-co ty gadasz?
-Zrób to.
-Niby czemu!?
Oparła ręce na biodrach.
-Coś jest nie tak, wyczuwamy to w powietrzu. Hellingowi grozi wielkie niebezpieczeństwo.
-To znaczy?
-Rany boskie kobieto przestań pytać i rób co ci karzę.
Warknął.
-Posłuchaj wielki panie.
Prychnęła wytykając go palcem.
-Znikasz mi na kolejne lata bez wyjaśnień zostawiając mnie w tym bagnie samą a teraz chcesz, żebym się wyniosła z Hellsinga bo grozi im niebezpieczeństwo?! Tym bardziej zostanę palancie i żaden chrzaniony aniołek mnie z stamtąd nie wyciągnie! Zrozumiano?
Cały czas dźgała go palcem w klatę. Po jej przemowie mężczyzną chwycił jej palec z mina dość znudzoną.
-Nie przeklinaj.
-Ty nie bluźnij, aniołeczku.
Odwarknęła.
-słuchaj, pojawił się ktoś… Ktoś bardzo potężny i raczej nie darzy Hellsing ciepłym uczuciem.
-Kto?
-Nie wiemy… W każdym razie nie możemy ustalić, jedyne co wiemy to to że nie jest sam. Ale szykuje się cos i raczej nie chciałbym żebyś się w to mieszała.
-Phi, to ja jestem przydzielona do Hellsinga więc zamknij swoją jadaczkę i daj mi święty spokój.
Prychnęła.
-I jeśli nie wiesz kim oni są, to nie zawracaj mi głowy.
Odwróciła się na pięcie, jednak daleko nie doszła, bo Indigo złapał ją za nadgarstek i przyciągnął do siebie spowrotem. Spojrzała mu w oczy, w których dostrzegła troskę.
-Aldi…Proszę cię, może coś ci się stać..
Uśmiechnęła się łobuzersko.
-Co, na przykład?
Anioł lekko się zmieszał. Nie lubił o tym rozmawiać.
-Wiesz, że dimidianie (od aut. półanioły) nie żyją zbyt długo..
-Tylko dlatego, że są tak nie uważni i dają się ugryźć wampirowi a potem zostają zlikwidowani przez jednego z was.
-Taka procedura..
Szepnął boleśnie Indigo
Ciągnęła niechętnie.
-Ale ja taka nie jestem, nie dam się ugryźć pierwszemu lepszemu ścierwu więc możesz się nie martwić.
Warknęła z udawaną troską. Wyrwała swoje ramię z jego uścisku i pomaszerowała w przeciwną stronę.



Wielkie sięgające sufitu okna były zasłonięte przez grube szkarłatne zasłony. W pomieszczeniu panował półmrok. Jedyne światło rzucały świece porozstawiane na mahoniowym stole i okapie kominka.
Spokój i ciszę tego salonu zakończyło nagłe otworzenie się wysokich drzwi.
Świece oświetliły postać chudego wysokiego młodzieńca. Podszedł on do kominka i zacisnął pięść kładąc ją na jego okapie.
Za nim do pokoju weszła młoda kobieta ubrana w elegancka czarna garsonkę.
-Nie rozumiem dlaczego jesteś zdenerwowany.
Odezwała się aksamitnym głosem, który uwiódł by wielu mężczyzn.
Mężczyzna milczał, zacisnął mocno zęby. Kobieta podeszłą do niego.
-Czy coś poszło nie tak?
Położyła mu dłoń na ramieniu.
-Nie dotykaj mnie!
Odsunął się odpychając jej dłoń. Na dźwięk jego głosu kobieta cofnęła się i skuliła.
-Wybacz.
Ukłoniła się nisko lekko drżąc.
-Nie wszystko jest tak jak sobie zaplanowałem. Królowa nie łatwo dała się namówić. Zajęło mi to całą noc a i tak nie wystarczająco dobrze nią zawładnąłem.
Warknął uderzając jedną świece i posyłając ją na spotkanie ze ścianą.
-Nie rozumiem czemu się dziwisz. To królowa, ma silny umysł mimo swojego wieku, więc wmówienie jej, że jest inaczej nie trwa paru sekund.
Te słowa jakby lekko uspokoiły mężczyznę, który wyprostował się i odetchnął.
-Może masz rację.
-Oczywiście że mam.
Powiedziała pewnie kobieta odrzucając wcześniejszy lęk. Znów podeszła do niego tym razem o wiele bliżej.
-Nie martw się, wszystko będzie tak, jak to zaplanowałeś.
Szepnęła mu do ucha gładząc dłonią jego policzek.
-Pokażesz Hellingowi kto tu jest ofiarą.
Mężczyzna uśmiechnął się zębiaście i chwytając kobietę w tali pocałował namiętnie w usta.
Ich cienie drżały od płomieni świec.


komentarze [18]

Nowy Premier >> niedziela, 22 kwietnia 2007 17:29:46
Wybaczcie, że tak długo mnie nie było. Czasu nie mialam bo było to związane ze szkoła..cóż i przyznam się. Brakiem checi XD. Ale coś napisałam i może nie jest zbyt świetne..ale na razie musi wam wystarzcyć.. cóż po egzaminie może bede czesciej pisac, ale nie obiecuje. Zostaje sprawa z dostaniem się do szkoły i takie tam pierdoły.
A teraz skoro mnie tak długo nie było to pewnie sobie zapomnieliście w ogóle co tu ja pisze więc krótkie przypomnienie :P:
W Anglii nagle w nocy zaczynaja się masowe mordowania księży, nie wiadomo kto jak i gdzie , bo duchowni rozrywają się nagle na części a ich krew pisze po scianach groźby dla Helling.
Królowa pod naciskiem Vice premiera chce usunąc Inte z jej stanowiska.
Wszystkiemu przygląda się Aldi ( półanielica) która próbuje dociec przyczyny zgonów. Wszystko w końcu złozy sie w logiczna całosc, ale na to musicie jeszcze poczekac :P w nastepnej notce będziecie mieli materiały do podejrzewania XD Powiem jedno- szykuje coś dużego, ale do tego dojde z czasem ;) Na razie tyle. XD


***
W ciemności błysnął szkarłat.
-Pozbędziesz się jej, zlikwidujesz Hellsing.
-Tak…zlikwiduje organizacje.
Starsza kobieta patrzyła tępo w jakiś nieistniejący punkt w powietrzu. Jej źrenice były nienaturalnie duże. W ich środku mieniły się mgiełki.
-Tak…Ja jestem królową…Zlikwiduje Hellsinga…Zagraża Anglii…
-Bardzo dobrze.
Dało się słyszeć szatański śmiech.

Integral siedziała jak zwykle za swoim biurkiem. Rozmasowywała sobie skronie wpatrując się w słuchawkę telefonu. Jak to jest, że Królowa, która zawsze gówno robi tylko siedzi na tronie i rozkazuje może coś w ogóle wiedzieć. Zgrzytnęła zębami przypominając sobie te okropna kobietę. Kogo wyznaczyć na jej miejsce?!! Już by wolała, żeby Hellsing nie istniał niż żeby miał go prowadzić ktoś inny… wtedy to już by nie był Hellsing…zmienili by nazwę na.. Boże! Organizacja zwalczająca wampiry o nazwie np: Nowak…Potrząsnęła z obrzydzeniem głową. W tym Momocie do gabinetu wbiegła Aldi.
Integral spojrzała na nią spod okularów. Upomnieć ją po raz setny, żeby pukała?? To chyba nie miało sensu…
-45…
Hellsing podniosła lewą brew.
-Co 45…
-Liczba 45, już pamiętam z czym mi się kojarzy.
-wow…
Inte nie wykazywała zbytniego zainteresowania. Aldi usiadła przed nią
-Liczba 45 po hebrajsku to imię Adam.
Wyrzuciła to na jednym wydechu. Integral nadal nie podzielała jej entuzjazmu.
-Nie, moja droga. Liczba Adama to 44.
-Oj Integral… Właśnie oto chodzi, że nie. Imię Adam ma w pisowni hebrajskiej trzy litery, pierwsza jest przydech oznaczony przez aleph /alpha/ równy liczbie 1. Więc tak naprawdę liczba Adama jest 45.
Brew blondynki podjechał jeszcze wyżej.
-Interesujące przemówienie, ale co to do cholery ma niby związanego z… ta masakrą?
Aldi zmieszała się. W sumie nie wiedziała czemu zwróciła na to uwagę. To, że w Londynie zabito 45 księży to równie dobrze mógł być czysty przypadek…Pewnie to ta chora obsesja na temat wszystkiego co ma jakiś związek z religią, każdy kto ma choć trochę anielskiej krwi jest na to wyczulony.
-Sama nie wiem…Tak przyszło mi do głowy, więc przyszłam powiedzieć..
-Królowa nie będzie zadowolona…
-królowa…?
-Właśnie ta stara jędza nawrzeszczała na mnie i zagroziła, że zabierze mi organizacje…
Aldi otworzyła usta. Jednak jedyne co mogła wydusić to niezrozumiały jęk. Może nie tylko to było dziwne.
-Integral…uważam, że powinnaś zasnąć.
-po co…
-Bo nie masz siły nawet podnieść głosu…
To właśnie wydawało się najdziwniejsze. Integral normalnie rozniosłaby cały gabinet powiadamiając ją o czymś takim, po drugie odszczepiłaby jej głowę gdyby Aldi w czasie takiego chaosu jaki dział się w Anglii kazała jej iść spać. A tu nic. Zupełnie. Nada. Anielski spokój…
Hellsing jęknęła.
-Możesz już iść.
CO było znakiem, że chce zostać sama. Aldi podniosła się z krzesła.
-Jak chcesz Inte..
Po czym wyszła. Ruszyła ciemnym korytarzem w stronę swojego pokoju.
Patrzyła na swoje buty i myślała co by to wszystko mogło znaczyć.
Mordowanie księży. Czy po to by zniszczyć Integral najpierw psychicznie? Zapewne. Wyrafinowany plan. Najpierw pozbawić Hellsing chęci a potem zniszczyć całkowicie.
Cóż…Kimkolwiek był napastnik, współczuła mu. Może sobie być kim chce. Samym diabłem. Ale jeśli uważa, że zdoła złamać Integrę Hellsing to cos mu chyba się stało w głowę. Może ja zmęczyć, może ją zranić fizycznie, ale nigdy nie uda mu się zabić ducha walki tej kobiety. Walczyła by do ostatniej kropli krwi z podniesioną głową.
Aldi uśmiechnęła się patrząc przez jedno z wysokich okien na korytarzu.
Ciekawa była co o tym myśli jej Mistrz. Nie widziała go dość dawno…Rany boskie ten mężczyzna jest wkurzający. Najpierw pojawia się po 10 latach, teraz znowu go nie ma przez 6 lat…Zwariować można.

Integral podniosła się i ruszyła do sypialni. Może wszyscy mieli racje. Może powinna się przespać. Nie miała na nic siły ani chęci, no może tylko żeby paść na łóżko.
Poszła do łazienki, umyła się i przebrała.
Niezależnie ile będzie tych mordów, powinny się skończyć z nadejściem dnia.
Wślizgnęła się pod kołdrę.
Była tak zmęczona, że nie wyczuła siedzącego w fotelu Alucarda, który cały czas się jej przyglądał.
Uwielbiał patrzeć, jak jego Mistrz się złości, ale równie lubił patrzeć jak śpi. Wtedy mógł odczytać z jej twarzy wszystko. W czasie snu ludzie zrzucają maski, które noszą przez cały dzień. Integral stawała się łagodniejsza. Wyglądała jak mała dziewczynka, taka spokojna, potrzebująca czułości… Potrzasnął głową karcąc się za swoje myśli. Do stokroć, zastanów się chłopie o czym myślisz. Integral taka nie jest. O nie. Może z tymi maskami to jakaś ściema.. pomyślał i tym razem zaczął myśleć, nad tym nad czym myślała ostatnio Inte.
O morderstwach. Przysiągł sobie, ze jak tylko złapie tego sukinsyna za grożenie jego mistrzowi to osobiście wbije go na pal. Cóż, był w tym całkiem dobry…I znowu przyłapał się na myśleniu o Integral. Kurde, co się z nim działo?? To pewnie przez ten chaos. W powietrzu czuło się walkę. Z odpowiednim przeciwnikiem. Taaa… to pewnie tylko podniecenie przed walka, nie ma to nic wspólnego z jego Mistrzem. Tak. Na pewno. Zapewne…


Aldi spojrzała na drzwi swojego pokoju. Nie miała ochoty specjalnie iść spać. Za parę godzin i tak wzejdzie słońce. Skierowała się zatem w stronę biblioteki. Znalazła książkę pod tytułem
,,Pierwsze problemy religii” i otworzyła ją na pierwszej stronie. Westchnęła cicho. Czasem żałowała, że jest półaniołem. Zdecydowanie za bardzo stara się wszystko wyjaśnić zaglądając w historie religii rzymsko katolickiej. Przecież nie wszystko kręciło się wokół niej.
Uległa jednak swojej anielskości i zagłębiła się w lekturę, szukając związku liczby Adama z mordami.

Integral obudziła się o godzinie 10.00.
Usiadła na łóżku, rozglądnęła się po czym odrzuciła kołdrę by wstać. Zarzuciła na ramiona szlafrok i poszła do gabinetu.
Wcisnęła guzik na wewnętrznym głośniczku, który znajdował się na jej biurku.
-Walter?
-Tak, panienko?
-Czy ustało?
Lokaj wiedział o co chodzi.
-Tak, przestaliśmy otrzymywać raporty, gdy tylko pierwszy promień słońca się pokazał.
-Więc, to nie ludzie.
-Zdecydowanie nie Sir. Ale..
-Ale co?
-Jest jeszcze coś, panienka spała i nie chciałem cię tym niepokoić.
Integral zmarszczyła czoło.
-czym?
-Premier…nie żyje.
-Co??! Został zamordowany?!
-Nie wydaje mi się. Raczej zmarł na zawał serca we własnym łóżku
Integral skrzywiła się. Nie przepadała za premierem, ale jego śmierć oznaczała, że… No tak teraz sobie przypomniała,...to oznaczało, że jego funkcje przejmie vice premier. Ten dupek.
-Dziękuje Walterze za powiadomienie mnie.
Burknęła i się rozłączyła.
Tak jak podejrzewała, mordy się skończyły. Wróciła do pokoju i wyciągnęła z szafy świeże ubranie. Poszła do łazienki i doprowadziła się do porządku.


Tym czasem w Sali tronowej w Brithis Palace królowa opierała łokieć na kolanie i głęboko o czymś myślała. Przed nią stał Vice premier. O godzinie pierwszej w nocy wezwała go i omawiała sprawę nocnych mordów. Ustały wraz z pojawieniem się słońca. Królowa doskonale wiedziała, że to robota jakiś ,,nieczystych mocy”. Dziękowała Bogu, że nowy premier jest jak jej prawa dłoń (od aut. -_-).
-Królowo, nie mam nic przeciwko pani Hellsing. Na pewno zawsze wykonywała sumiennie swoje obowiązki. Ale czy nie po to jest, żeby właśnie w takie sytuacji zareagować i powstrzymać to wszystko?? By uniknąć tak wielu ofiar?? A co ona robi?? Siedzi w swojej wielkiej rezydencji i nie raczy ruszyć za przeproszeniem tyłka, żeby uratować tych biedaków.
Powiedział ze smutkiem. Gdyby ktoś był dość spostrzegawczy zauważyłby to, że tak naprawdę udaje. Ale królowa niestety nie wykazywała się bystrością (cóż… w końcu ile ona ma lat??) Siedziała na tronie i rozmyślała co tu zrobić z ta Hellsing. Zdecydowanie nie podobało jej się że Integral nic nie zrobiła, a przecież to była jej działka. Gdyby nie nowy premier (dawny vice premier jak wiadomo) najprawdopodobniej odpuściła by jej, ale ten szarmancki i czarujący mężczyzna ma rację. Nie można tak postępować. W końcu Hellsing w chwili gdyby będzie najbardziej potrzebna zawiedzie, tak jak dzisiaj. I co wtedy?? Kolejne setki zabitych księży??
-Więc, według mnie Wasza Wysokość, powinna Królowa zastąpić ja kimś bardziej zaufanym, na kogo można liczyć.
Kobieta podniosła głowę. Patrzyła na Mattana.
Po czym usłyszała swoje słowa, chociaż nie pamiętała, żeby chciała cios takiego powiedzieć. Cóż ale skoro to zrobiła, musiała tak sądzić. Starość chyba zaczyna jej dokuczać.
-Tak.. Masz rację. Pośle kogoś w tym tygodniu by ją o tym poinformował.
Mattan uśmiechnął się diabolicznie.
-To na pewno będzie dla niej…przykra wiadomość.



komentarze [12]

Rozmowa >> poniedziałek, 19 marca 2007 20:37:54
Integral opadła zrezygnowana na oparcie fotela. Była godzina 3 w nocy, a nocna „masakra” jeszcze się nie skończyła. Nadal dochodziło do nowych morderstw. Nikt nie wiedział kiedy, jak i gdzie pojawi się nowe…Integral przez cały czas próbowała powiązać jakoś te wydarzenia. Wszystko się nie zgadzało. Gdy dochodziła do jakiegoś potencjalnego dowodu, okazywało się, że szła w złym kierunku. Na stole miała rozłożoną wielką mapę Anglii, na której co jakiś czas występowały czerwone kropki. Miejsca zabójstw. Dookoła zaś kłębiły się raporty, zdjęcia i tym podobne papierzyska, wciąż przynoszone przez Waltera.
Liczba zamordowanych duchownych nic jej nie mówiła, punkty na mapie nie układały się w żadne znaki, nawet pierwsze litery miasteczek i miast zaatakowanych nie składały się w logiczna całość.
Westchnęła i wyciągła z pudełeczka kolejne cygaro. Szukając zapalniczki w kieszeniach jej palce napotkały mały, owalny przedmiot. Zaskoczona wyjęła zimny kawałek metalu. Na jej otwartej dłoni spoczywał sygnet, który znalazła w kościele. Przyjrzała mu się uważnie. Małe świecidełko było ciężkie co świadczyło o tym, że zostało wykonane ze szlachetnego kruszcu. Na metalicznej powłoce widniał zwinięty w kłębek smok. Jego oczy były zrobione z szafirów. Integral przewracała pierścień w palcach. Na chwilę zatrzymała się przy malutkiej rzeźbie. Musiała przyznać, że była to piękna robota. Smok, z białego złota ziewający ogniem przyciągnął jej wzrok. Wpatrywała się w niego tak długo, że światło lampy odbiło się od szafirów, tworząc iluzje, że gad na nią patrzy. Kobieta potrząsnęła głowa mrugając kilkakrotnie. Zmęczenia dawało jej już znać. Odłożyła pospiesznie sygnet na biurko i wstała.
Otworzyła szeroko drzwi na balkon i wyszła na zewnątrz. Musiała ochłonąć, to wszystko działo się dla niej za szybko. Spojrzała na ciemny Londyn. W samym jej mieście doszło do 45 morderstw, na szczęście ta liczba już się zatrzymała. Spojrzała w stronę parku, gdzie co jakiś czas przez drzewa przeświecała poświata latarni. Nad koroną drzew wystawał żelazny krzyż kościoła pod wezwaniem św. Franciszka.

Albedir została w świątyni. Zrezygnowana opadła na jedna z ław. Wpatrywała się w szczątki księdza. Nie słuchała rozmów policjantów, pstrykania zdjęć. W pustym wzrokiem patrzyła jak przy odpowiednich organach funkcjonariusze układają oznaczenia. Przypomniała sobie ostatnią rozmowę w księdzem, sprzed kilku godzin. Coś ścisnęło jej gardło, a w oczach stanęły łzy. Nie lubiła ludzkiej śmierci, choć widziała ją już tak często. Jedna łza spłynęła powoli po jej policzku. W czym komuś przeszkadzał taki biedy ksiądz po osiemdziesiątce… Westchnęła cicho i otarła łzę. Nie było sensu w rozgrzebywaniu tego kto i dlaczego. Otrząsnęła się kończąc chwilę swojej słabości. Wstała i skierowała się do wyjścia. Naglę jej wzrok przykuł napis wyryty w ścianie przy drzwiach. Płyta nagrobna, zapewne za nią kryją się szczątki szanowanego obywatela Londynu z roku 1945 jak głosiła data urodzenia. Jednak przystanęła gdy przeczytała jego imię „Adam”. I nagle uderzyła się w czoło.
-No jasne!
Po czym ruszyła biegiem do wyjścia i skierowała się w stronę rezydencji.

Integral stała tyłem do biurka. Przysłuchiwała się policyjnym syrenom.
Syrenom ogłaszającym wszem i wobec śmierć. Zastanawiała się jak wygląda sytuacja poza Londynem. Skoro w jej mieście masakra ustała…
-Piękna noc nieprawdaż, Master??
Z cienia wyłonił się Alucard uśmiechając się szelmowsko.
-Gdzie się podziewałeś??
Warknęła.
-A co? Tęskniłaś?
-Nie czas na żarty…
-Kiedy ja pytam poważnie.
Twarz wampira wykrzywiła się szerokim uśmiechu. Zignorowała go.
-Kręciłem się trochu po kraju.
Mruknął niezadowolony, że nie udało mu się wyprowadzić swojego Mistrza z równowagi.
-I co?
Wzruszył ramionami.
-Cóż więcej się tam dzieje niż tutaj. Aktualnie poza Londynem doszło do 300 mordów…
Oczy Intryg lekko zadrżały, gdy usłyszała tę liczbę,
-… Albo to jakaś ludzka pieprzona sekta, albo ktoś bardziej interesujący.
W ciemności zabłysł jego kieł.
-Skoro to wampir..
-Możliwe, choć jest to wielkie marnotractwo, chyba, że chodzi mu o coś innego.
Wykrzywił twarz w grymasie niezadowolenia.
-To znaczy..?
-Integral…Nie oszukuj się.
Wampir podszedł do niej od tyłu.
-Mówi o tym 345 krwawych napisów na ścianach, im chodzi o CIEBIE.
Kobieta złamała cygaro w dłoni.
-Jakbym nie zauważyła…
-Wiele wampirów pragnie twojej śmierci, a to może być początek…
Zgrzytnęła zębami.
-Nie.. Pozwolę.. by jakiś… chrzaniony wampir.. plądrował… bezkarnie.. mój kraj!!
Alucard zaśmiał się. O tak. W jego mistrzu wrze złość, jak on to uwielbia..
Tę wymiane zdań przerwał telefon. Zdziwiona Integral odwróciła się.
Podeszła do biurka i podniosła słuchawkę.
-Tak?
-Panienko telefon na trzeciej linii… ee Królowa..
Oczy kobiety rozszerzyły się ze zdziwienia.
Królowa do niej dzwoni o 3 nad ranem… Sa tylko dwa powody dla których Królowa Matka dzwoni do niej. Pierwszy to wtedy gdy chce ją za cos pochwalić ( co zdarza się rzadko) a drugi oznacza, że Hellsing ma kłopoty. Inte wykluczyła pierwsza wersję.
Przełączyła się i natychmiast usłyszała wściekły głos staruszki.
-Integral!! Co to ma wszystko znaczyć??!!
-Wasza Wysokość, panuje nad sytuacja, proszę się uspokoić.
-Ja!?? Ja mam uspokoić????!!! Mój kraj tonie we krwi a ja mam być spokojna!!???/
Widzę Hellsing, że nie panujesz nad sytuacja!! To twoje zadanie, by strzec tego kraju właśnie przed czymś takim, a ty siedzisz i nic nie robisz !!!!
-Wasza Miłość…
-Zamknij się Hellsing!!! Jak tego nie opanujesz to zacznę się zastanawiać kogo wyznaczyć na twoje miejsce !!!.
Po czym coś trzasnęło i królowa się odłączyła.
Integral trzymała słuchawkę parę centymetrów od ucha, po czym odłożyła ją na widełki.
-Pieprzona jędza!


Królowa Elżbieta rzuciła słuchawka odłączając się.
-Zdaje mi się Wasza Wysokość, że postąpiłaś prawidłowo.
W ciemnej komnacie błysnęły białe zęby.
-Masz racje Vice Premierze. Hellsing jest nieodpowiedzialna i nie powinna sprawować tego stanowiska…

komentarze [18]

Lepiej zajmij się tymi mordami master, a nie stój tak jak kołek >> niedziela, 18 lutego 2007 21:34:42
Nowa notka. Nie mam ostatnio weny więc jak co to nie narzekac XD
*****
Albedir oglądnęła się za siebie. Przez drzewa było słychać policyjne syreny. Grupka zaciekawionych widzów zaczęła się już gromadzić niedaleko kościółka. Opatuleni w cieple płaszcze ze zdziwieniem próbowali dostrzec coś zza policyjnych barierek. Wiatr wiał dość mocno unosząc wirujące płatki śniegu. Przywiał on zapach krwi, który Aldi natychmiast wyczuła. Metaliczny, ostry zapach świeżej krwi. Pobladła podeszła do tłumku. Jeden z policjantów już rozsuwał żółta taśmę zabraniająca wejścia. Dziewczyna dostrzegła, jak jacyś funkcjonariusze podtrzymują starszą kobietę, która w wyrazem szoku na twarzy próbowała im cos powiedzieć. Najprawdopodobniej to ona wezwała policje. Ale dlaczego wezwano tez Hellinga? Aldi powoli przeszła pod taśmą prawie nie słysząc hałaśliwych syren. Jeden z funkcjonariuszy zagrodził jej drogę ręką.
-Wstęp wzbroniony, panienko.
-Jestem z Hellsinga.
Ogłupienie na twarzy policjanta skłoniło dziewczynę do pokazania legitymacji.
Bez słowa odszedł szepcząc cos do swoich kolegów , którzy nie odrywali oczu od Albedir.
Im była bliżej wejścia tym zapach krwi stawał się wyraźniejszy, aż odpychał swoją gęstością.
Na rogu kościoła była grupka ludzi pochylających się nad krzakami. Stojący koło nich komisarz patrzył na nich z wyrazem niesmaku i współczucia.[chyba nie musze opisywać co robili]
-To nie na wasze nerwy chłopcy..
Aldi patrzyła przez chwile na nich, lecz gdy jeden „wyrzucił” z siebie ostatni posiłek odwróciła się szybko do drzwi kościoła.
-Ostrzegam…widok jest nie przyjemny.
Poinformował ją komisarz grupki policjantów o słabych nerwach.
Nie zastanawiając się długo otworzyła na oścież drzwi kościółka.


Integral jechała na miejsce akcji. Widząc policyjne radiowozy przeklęła w duchu. Skoro to sprawa dla policji to po jaką cholerę zawracają jej głowę.

Adli uderzył w nozdrza potworny smród wnętrzności. Zapach był tak ostry ze od samego oddychania nim robiło się nie dobrze. Dopełnieniem był widok księdza… a raczej tego co z niego zostało rozłożonego przed ołtarzem. Adli stanęła sparaliżowana. Ciało duchownego leżało krzyżem na kamiennej posadzce. Jego klatka piersiowa była otwarta zaś niektóre narządy wewnętrzne leżały niedaleko ciała. Krwi była nieskończona masa, cała posadzka była szkarłatna. Aldi zakryła usta dłonią. Jedyne co świadczyło, że był to kiedyś poczciwy ksiądz świadczyły ręce i krzyż, który wpadał do środka ciała. Usłyszał za sobą kroki i zaraz przy jej boku stanęła Integral. Skrzywiła się niesmacznie i założyła ręce na piersi.
-Przykre…Ale to nie był wampir…
Odwróciła się szukając wzrokiem komendanta.
Albedir nie mogła oderwać oczy od zwłok. Owszem był to potworny mord, ale wampir nie zrobił by czegoś takiego. Z prostego powodu- nie zostawiłby całej tej krwi. Żaden wampir nie zmarnuje swojego pożywienia. Jednak uczynek ten wykraczał po za człowieczeństwo. Powędrowała wzrokiem po śladach krwi które w dziwny sposób kierowały się w stronę ołtarza. Podniosła powieki wpatrując się w ścianę za ołtarzem.
Hellsing szukała w swojej kieszeni zapalniczki by zapalić cygaro trzymane w ustach. Wreszcie odnalazła ów przedmiot.
-Integral…
Szepnęła Aldi nie odrywając oczu od ściany. Kobieta nie zwróciła uwagi na wypowiedź swojej podwładnej tylko zaciągając się cygarem odwróciła się by poszukać dowódcy.
-Gdzie ten facet..
-Integral…
Aldi po raz drugi szepnęła.
-hej ty tam! Zawołaj no swojego szefa!
Wrzasnęła do jednego z funkcjonariuszy.
-Inegtal..
Gdy komendant podszedł do Hellsing ta wydmuchnęła mu dym z cygara prosto w twarz.
Mężczyzna powachlował się dłonią by odgonić nieprzyjemny zapach.
-A teraz proszę mi powiedzieć dlaczego…
-Integral…
-Co Albedir?! Nie widzisz, że rozmawiam!!??
Odwróciła się do swojej towarzyszki.
-Myślę, że wiem dlaczego ciebie wezwali.
Mruknęła dziewczyna wskazując ścianę. Inte podążyła wzrokiem za jej dłonią.
Na ścianie za ołtarzem ociekające krwią znajdowały się napisy. W większości były to bluźnierstwa. Lecz największy głosił „Hellsing- ty będziesz następna”.
Integral spoglądała na napis z kamiennym wyrazem twarzy.
Zaciągnęła się i odwróciła od ściany.
Najwyraźniej marzeniem jakiejś sekty jest widok jej wnętrzności. Prychnęła ignorancko. Zaatakowali jakiegoś księdza niedaleko jej rezydencji i myślą, że ją wystraszą. Nie takie rzeczy widziała.
-Aldi, chodź nie mamy tu nic do roboty.
Ruszyła powoli ku wyjściu, a za nią Aldi, która co jakiś czas odwracała się i patrzyła na ścianę. W jednym z takich zamyśleń wpadła na Integrę, która nagle się zatrzymała.
-co…
Mruknęła Aldi odsuwając się. Integral spoglądała uważnie na róg ołtarza. Coś odbijało promienie zachodzącego słońca. Odwróciła się i podeszła do ołtarza.
Dziwny przedmiot znajdował się pod fragmentem serca księdza.
Inte odsunęła narząd końcówką buta i schyliła się by podnieść błyskotkę.
Na jej dłoni spoczywał złoty sygnet, ubrudzony krwią.
Gdy przetarła go palcem ukazał jej się znak zwiniętego w kłębek, ziewającego ogniem smoka.
Przed oczami zabłysł jej malutki, łaciński napis ,, O Guam Misericors est Dues, Pius et Justuj”, który w tłumaczeniu brzmiał- O jakże miłosierny, sprawiedliwy i łagodny jest Bóg.
Nagle usłyszała za sobą kroki. Odwróciła się i zobaczyła nadbiegającego Waltera.
-Co jest…
Mruknęła do siebie widząc, że lokaj jest bardzo czymś zdenerwowany.
Zatrzymał się przed nią i lekko się pochylił oddychając głęboko.
-sir…
-Co się stało Walterze?
Mężczyzna ciężko dysząc wyprostował się.
-Właśnie dostałem… zawiadomienie.
Starał się mówić szybko, lecz co jakiś czas zatrzymywał się by nabrać powietrza.
Prawa brew Integrę podjechała do góry.
-Jakie?
-W samym Londynie doszło już do 44 takich samych mordów.
Wyrzucił na jednym wydechu. Cygaro wypadło z ręki kobiety.
Wpatrywała się na staruszka z rozszerzonymi oczami.
Ten stan trwał jakieś 30 sekund, po czym wróciła do swojego zimnego wyrazu twarzy.
-Dokładnie takich samych?
-Tak, z tymi samymi groźbami.
-Zawieś mnie do rezydencji, chcę przejrzeć wszystkie raporty.
Walter potrząsnął głową twierdząco i zaprowadził Hellsing do samochodu.
45 zamordowanych…Aldi wpatrywała się w swoje buty.
45…45…45 Ta liczba coś jej mówiła ale nie mogła sobie przypomnieć co.

Integral usiadła za swoim biurkiem, na którym znajdował się stos papierów.
Raporty, zeznania świadków, zdjęcia. Sytuacja nie była zbyt ciekawa. W Londynie doszło do 45 mordów, a w całej Angli do 150. Najgorsze było to, że ta liczba cały czas się zwiększała.
-Walterze czy wysłano już nasze jednostki do wszystkich kościołów?
-Tak, panienko.
-Czy ktoś wie kto to robi??
-W tym problem, nie mamy pojęcia kto to zaczął. Co jakiś czas jesteśmy informowani o nowych morderstwach. W jednej chwili jest spokój a w następnej ofiara już nie żyje. Wszystkie przypadki odnotowano w kościołach, giną tylko duchowni.
Niektórzy świadkowie mówią, że widzieli jak ksiądz sam upadł martwy na podłogę a jego klatka piersiowa otworzyła się , zaś krew zaczęła „wędrować” po ścianach i pisać bluźnierstwa i… tę groźbę.
Ostatnie słowo powiedział dość cicho z wyczuwalną lekką nutką smutku.
Kobieta oparła łokieć o blat i podparła brodę o wierzch dłoni.
-Czyżby jakaś sekta chciała się mnie pozbyć…Czy to może cos gorszego..
Mruknęła niby do siebie, ale tak że lokaj ją usłyszał.
-Według mnie panienko, nie jest to robota ludzi…Chyba, że jakiejś ogromnej grupy bardzo brutalnych barbarzyńców.
-Albo wyrafinowanego, potężnego demona..
Mężczyzna kiwnął głową.
-dziękuje możesz odejść, proszę cię tylko, żebyś donosił mi nowe raporty.
-Takie jest panienko.
Odwrócił się i wyszedł.
Hellsing oparła się o swój fotel. Zacisnęła pieść i przygryzła palone cygaro.
Jakiś chrzaniony stwór lata sobie bezkarnie po jej kraju i zabija duchowieństwo..
-do jasnej cholery dlaczego nie może zabijać ich w Rzymie…
Śmierć tego dupka Maxwella nie przyniosła by jej tyle pracy, a byłaby nawet dość radosna.
-zapowiada się ciekawa noc.
Usłyszała basowy głos. Alucard pojawił się za nią oparty o framugę okna.
-Ta…ciekawa..
Prychnęła ironicznie. Wampir wykrzywił usta w złośliwym uśmiechu.Podszedł do Integrę i pochylił się opierając o biurko.
-Boisz się Master?
Hellsing odsunęła się od niego.
-Ja?? Niby czego??
Alucard zachichotał diabolicznie.
-Nie kłam, czuje, że się boisz. Serce ci przyspiesza na myśl, że zginie tylu ludzi, a ty nie będziesz w stanie tego powstrzymać.
Wyprostował się ukazując cały garnitur kłów.
-Niczego się nie boje, Alucard wyjdź!
Wrzasnęła wstając, chociaż dobrze wiedziała że on ma racje.
Wampir zrobił niezadowoloną minę.
-Ostatnio cały czas mnie wyganiasz…
Mruknął udając smutek.
-Bo mnie denerwujesz!
Nic nie mówił, tylko wpatrywał się w swoja Panią.
Integral zmieszała się lekko, znowu ten wzrok…
Po chwili wampir wykrzywił twarz w szerokim uśmiechu.
-Master, zaczynasz się czerwienić.
-Wcale nie!! Powiedziałam ci wyjdź!!
-Kiedy nie chce…
Odburknął, złapał ją w tali i przyciągnął do siebie.
-Tu mi dobrze.
Mrukną zawadiacko ukazując kieł.
Zszokowana kobieta znieruchomiała.
-A…Alucard..
Ten zachichotał cicho po czym zniknął.
~Lepiej zajmij się tymi mordami master, a nie stój tak jak kołek.~
Usłyszała chichot w swojej głowię, po czym zauważyła, że przez jakiś czas stała wpatrując się ogłupiało w miejsce, w którym jeszcze nie dawno znajdował się Alucard.


komentarze [14]

Ksiądz >> niedziela, 28 stycznia 2007 20:02:16
Lekkie sprostowanie, żeby nie było XD- Aldi wyszła z rezydencji rano potem wróciła i teraz z nowu wychodzi XD wiem ze to lekko dziwne no ale taki tok opowiadania XD

Pod koniec dnia Integral jak zawsze siedziała w fotelu pochylona nad swoimi dokumentami skrobiąc na nich piórem. Cisze w jej świątyni przerwało pukanie, kobieta mruknęła cicho szybkie „proszę” nie odrywając oczu z papierów.
Dębowe drzwi uchyliły się lekko, a przez nie wsunęła się Aldi. Obrzuciła gabinet niepewnym wzrokiem.
-Ja wychodzę, jak co to wiesz co robić.
-Yhy.
Mruknęła Hellsing nie interesując się zbytnio przybyła.
-Ale mogę prawda? Nie ma żadnej akcji?
-Yhy.
-Yhy, że mogę, czy Yhy ze nie mogę???
-Yhy.
Integral przygryzła końcówkę pióra, zastanawiając się co napisać.
-Integral…czy ty mnie słuchasz…?
-Yhy.
Pochyliła się zajęta swoja pracą.
-Integral…zjadłam jaszczurkę…
-Yhy.
Inte nie zwróciła większej uwagi na wypowiedz jej podwładnej, nie przestając pisać.
Aldi przewróciła oczami i zamknęła za sobą drzwi.

Integral odłożyła pióro i spojrzała na stertę raportów i dokumentów które uzupełniała cały dzień . westchnęła cicho i przetarła swój nadgarstek. Trochę ją rozbolał.
Może rzeczywiście trochę przesadza z ta praca…Przetarła palcem oko pod szkłem okularów wstając. Odwróciła się do okna a jej twarz oświetliło czerwone światło zachodzącego słońca.
Podeszła do szklanych drzwi i wyszła na balkon. Natychmiast uderzył ja w twarz powiew zimnego powietrza, który uniósł lekko kosmyki jej jasnych włosów. Oparła się o zimna balustradę zamykając oczy, lubiła zimny wiat, był bardzo orzeźwiający. Na dworze było dość mroźno, jej palce powoli zaczynały siniec, ale ona tylko mocniej zacisnęła je na balustradzie. Na ramionach okrytych koszulą i marynarką dostała gęsiej skórki. Wiatr mocniej zawiał targając jej włosy. Niespodziewanie poczuła na sobie ciężki płaszcz, który pojawił się z nikąd. Uśmiechnęła się lekko pod nosem.
-Czyżbyś się nudził, Alucard?
-Nudził?
Za nią pojawiła się wysoka postać.
-Skoro przychodzisz….
Wampir spojrzał na swoją panią.
-Uważasz przebywanie w tobą za oznakę znudzenia?
Kobieta wzruszyła ramionami.
-Więc po co przyszedłeś?
-A czy muszę przychodzić po coś?
-Przeważnie czegoś chcesz…
-A co bym miał chcieć?
-No raczej ja tego nie wiem… i przestań odpowiadać pytaniem na pytanie.
-A może lubię po prostu sobie na ciebie popatrzeć, nie zastanawiałaś się nad tym?
Integral nie zauważyła kiedy wampir podszedł do niej tak blisko, jego usta znajdowały się dokładnie o parę centymetrów wyżej od jej prawego ucha. Czułą jak uśmiecha się w ten swój irytujący sposób.
-Nie rozmyślam o takich rzeczach…
-To może powinnaś.
Inte odwróciła się do wampira. Pierwsze co zobaczyła był czerwony krawat, znajdujący się na wysokości jej wzroku. Podniosła głowę i spojrzała na Alucarda. Przeszywał ją tymi swoimi szkarłatnymi oczyma. Nie cierpiała gdy tak się na nią patrzy. Czuła się wtedy jakby była…naga?
-Mam zbyt dużo spraw, żebym miała myśleć nad twoimi widzi-misie..
Alucard uśmiechnął się zębiaście. Podniósł rękę i zaczął owijać sobie wokół palca kosmyk jej włosów.
-Rzecz w tym, że masz za wiele tych spraw.
-Nie twoja sprawa.
Warknęła zabierając mu swój kosmyk. Ominęła wampira wracając do ciepłego gabinetu.
Obejrzał się w jej stronę chichocząc szatańsko. Gdy tylko kobieta przekroczyła próg pokoju zadzwonił telefon. Inte pospiesznie ruszyła by go odebrać, zapomniała , że nadal ma na sobie płaszcz swojego sługi.
-Tak?
Podniosła słuchawkę, w której usłyszała głos Waltera.


Aldi wyszła z terenu rezydencji z ostatnimi płomykami słońca. Nadchodził wieczór i wiedziała, że nie może oddalać się zbyt daleko, zapewnie niedługo zacznie się jakaś akcją. Miała jednak czas by na chwilkę wstąpić do pobliskiego kościoła. Była to dość małą świątynia z popękanymi bielonymi wapnem ścianami. Wysokie okna przyozdobione starymi witrażami ukazywały świętych w nostalgicznych pozach z twarzami wyrażającymi smutek. Ostatnie promienie słoneczne wpadały przez kolorowe szkła tworząc w wnętrzu niesamowita sakralna atmosferę. Stare, drewniane ławy ułożone równo świeciły pustkami.. cóż żadna msza nie odbywała się tego wieczoru. Jedynie w konfesjonale spowiadała się jakaś staruszka.
Aldi uklękła w jednej z ław. Starsza kobieta skończyła się spowiadać i wyszła z konfesjonału zabierając ze sobą foliowe siatki, najwyraźniej z zakupami. Przeżegnała się tylko przed ołtarzem i podreptała powoli ku wyjściu. Z konfesjonału zaś wyszedł ksiądz. Był to niski, wychudły człowiek, zaś wiek wypisał mu już zmarszczki na twarzy. Obrzucił kościół czułym spojrzeniem i dostrzegł Aldi.
-Czy mógłbym w czymś pomóc, dziecko?
Miał zielone oczy, które ze starości wypłowiały. Dziewczyna spojrzała na niego i uśmiechnęła się.
-Tak przyszłam, lubię ten spokój, który tu panuje.
Duchowny westchnął i poprawiając swoją sutannę usiadł koło Aldi.
-Ostatnio bardzo mało ludzi odwiedza mój kościółek.
Na jego twarzy wymalowała się troska.
-Najczęściej starzy parafianie.
Dziewczyna nic nie mówiła wpatrując się w księdza.
-Cóż, przynajmniej dobrze ze tych parę owieczek.
Uśmiechnął się.
-Wierzy ojciec w anioły?
Spytała niespodziewanie, wpatrując się teraz w drewniany krzyż za ołtarzem.
Człowiek zastanawiał się przez chwilę, jak obrać w słowa swoją wypowiedź.
-Co był by ze mnie ksiądz, gdybym nie wierzył w te piękne istoty.
-Phi….czy one takie piękne to ja nie wiem…
-Każdy ma własny gust, ale myślę, że nie powinnaś mieć kompleksów.
Zachichotał.
-a twój anioł, zawsze będzie tutaj.
Po tych słowach położył dłoń na sercu dziewczyny. Lekko drgnęła zaskoczona po czym uśmiechnęła się lekko. Duchowny wstał podpierając się o ławę, uśmiechnął się ostatni raz i zniknął w zakrystii.

Aldi wracała przez park. Uśmiechała się pod nosem myśląc o owym księdzu. W tych czasach nie wielu już takich co potrafią rozpoznać anioły. A szczególnie takich, co wyczują bardzo lekką aurę dimidianina. Jej rozmyślania przerwał telefon.
-Tak?
-Albedir, nie daleko w kościele św. Franciszka doszło do podejrzanego mordu, możesz to sprawdzić?
-Jasne.
Krótka odpowiedź, odłączyła się. Nagle stanęła jak wryta. Kościół św. Franciszka?? Przecież właśnie z niego wyszła…


komentarze [14]

Praca...praca..praca >> niedziela, 14 stycznia 2007 15:54:43

Troche nudna....I mi sie średnio podoba ale nie mogłam wymyślić niczego innego.. Wybaczcie, ale ostatnio nie mam weny



6 Lat Później

Jeden promień słońca, źródło ciepła i światła. Zdołał przedrzeć się przez grube zasłony małego pokoiku. Zatrzymał na dywanie i powolutku zaczął wspinać się ku górze, zawędrował na łóżko. Zrządzeniem losu natrafił prosto w oko śpiącej osoby. Mimo powiek komórki światłoczułe w siatkówce zareagowały. Niestety były one bardziej wyczulone niż u człowieka. Osoba przeklęła w duchu promień, żałowała, że nie dość dokładnie zasunęła zasłony. Uchyliła lekko powieki. Pierwszy obraz: powierzchnia śnieżno białej, wapiennej ściany. Mruknęła niezadowolona monotonią tego obrazu. Widziała go codziennie popołudniu gdy budziła się po bardzo pracowitej nocy. Przez ostatnie 6 lat.
Przeciągnęła się, a jej blond włosy opadły łagodnie na poduszkę. Błękitne oczęta powędrowały na ścienny zegar. Zdziwiona odczytała godzinę szóstą. Od czasu kiedy tu zamieszkała jeszcze jej się nie zdarzyło obudzić tak wcześnie. Ah no tak…Poszła spać dość wcześnie z powodu, ze praca skończyła się po paru minutach od rozpoczęcia.
Wysoka dziewczyna, w wieku 22 lat, wstała ziewając potężnie. Nasunęła na siebie czarne spodnie zaś na ramiona zarzuciła koszule i wyszła z pokoju. Szła korytarzem z rękami w kieszeniach. Przez wysokie okiennice sączyły się promienie porannego słońca. Albedir weszła w korytarz prowadzący do gabinetu swojej obecnej szefowej. Uśmiechnęła się lekko widząc jak z pokoju wychodzi wysoki, starszy mężczyzna. Nienagannie ubrany w strój lokaja z długimi ciemnymi włosami upiętymi z tyłu. Na jednym oku połyskuje mu binokl.
-Wstała?
Spytała Waltera wskazując głową drzwi.
-Już dawno, czeka.
Lokaj uśmiechnął się do dziewczyny. Odwzajemniła uśmiech popychając drzwi.
Weszła do środka bez pukania. Gabinet skąpany był w promieniach słońca, oprócz kątów pokoju, w których prawie zawsze panował mrok.
Tyłem do niej, przy oknie stała wysoka dziewczyna. Długie, jasne włosy opadały łagodnie aż po uda. Trzymała ręce w kieszeni marynarki, a nad nią unosił się dym z cygara.
-Z rana palisz?
Bardziej stwierdziła niż spytała. Kobieta przy oknie odwróciła się do niej. Błękit oczu zabłysł w okrągłych szkłach okularów.
Jeśli pomyślicie, że obie blondynki są do siebie podobne to zapewniam was, że bardziej mylić się nie mogliście. Stojąca przy oknie była o wiele poważniejsza, jak i w wyglądzie jak i w charakterze. Ostrzejsze rysy, srogi wyraz twarzy, zimne oczy. Stojąca po drugiej stronie biurka dziewczyna była łagodniejsza. Choć to ona była starsza o te 2 lata.
Nigdy nie pomylilibyście ich na ulicy. Zapewne wiecie już kim są obie te kobiety, a jeśli nie to przeczytajcie to opowiadanie od początku.

-To już weszło ci w zwyczaj nie pukać??
Warknęła Hellsing. Jej głos zmienił się nieco przez te 6 lat. Spoważniał, nabrał srogości i ironii, zresztą tak samo jak jego właścicielka.
Aldi uśmiechnęła się figlarnie i usiadła na krześle. Zachichotała cicho i zaczęła pleść warkocza ze swoich włosów. Jak zwykle pogrywała sobie z Integry. Z twarzy Hellsing nie schodził wyraz złości.
-Ehh.. Ignorancka, prawie tak samo jak Alucard.
Jeden kącik ust podjechał Inte do góry.
-No, no, no… Nie porównuj mnie z tym starym wampirzyskiem.
-Doprawdy?
Szelmowski uśmiech nie opuszczał Hellsing, usiadła w fotelu i wypuściła dym trzymając cygaro w ręce. Położyła podbródek na wierzchu dłoni i obserwowała Albedir.
-Możesz zaczynać.
-Co mam zacząć?
Spytała udając, że nie wie o co chodzi. Dzisiaj była jej kolej na złożenie raportu z nocnej akcji. Zawiązała warkocz i odrzucił go do tyłu.
-Nie zaczynaj…
-Dobrze, już dobrze.
Zachichotała.
-No więc raport. Kolejna strasznie nudna akcja, która i tak trwała parę minut. Cel (tu zatrzymała się chwile uśmiechając pod nosem) unicestwiony, ofiar brak i takie tam duperelki.
Alucard wszystkich wymiótł jeszcze zanim przyjechałam z oddziałem.
Zachichotała cicho. Integral zmarszczył czoło wpatrując się uważnie w dziewczynę siedzącą przed nią. Aldi nie mogła przestać chichotać.
-Na pewno była, aż tak nudna…?
Mruknęła podejrzliwie.
-No może nie całkiem…Hihi. Żebyś ty to słyszała! HAHA.
Aldi roześmiała się głośno. Choć Hellsing nie okazywała ochoty na choćby uśmiech.
-Co mianowicie?
-No wiec, wyobraź sobie.
Zaczęła dziewczyna wycierając łezkę ze śmiechu.
-Wchodzę do tego budynku. Jak zwykle wszyscy już skasowani przez naszego wampirka. Chłopak stoi na środku, a koło jego stóp zwłoki. Lekko się zdziwiłam bo jak wiesz powinien tam być proch..
-Nie mów że ten debil zastrzelił cywila!
-Nie nie to. Po prostu go nie dobił, wampir jęczał: ,, Ejj kochanie, nie opuszczaj mnieee..” I zaczął łasic się do nogi Alucarda,… typowy gej, miał nawet różowy obcisły podkoszulek…hahahaha
Na te słowa Integra zakrztusiła się dymem.
-Co…co proszę??
-Serioo haha Alucard tylko warknął i zastrzelił pedałką z którego jak zwykle został tylko popiół.. Ale to było piękne hahhahahaXD Nie mogłam tam wyrobić ze śmiechu.
No.. w sumie mogłam bo Al się mocno wkurzył, a wiesz, lepiej za bardzo go nie denerwować ;P
-Pedalski wampir… pierwszy raz o takim słyszę.. chacha.
Inte nie mogła powstrzymać chichotu. Zawsze zachowywała powagę, ale ta dziewczyna ja rozbrajała.
-No i to by było na tyle z raportu.
Mruknęła już całkiem opanowana Aldi.
-Yhmmm…
Integral otworzyła swojego laptopa i zaczęła coś wystukiwać na klawiaturze wpatrzona w ekran.
-Heh… To ja lecę, poćwiczę albo przejdę się do miasta. W końcu nie często mi się zdarza nie spać w ciągu dnia. A ty pracuj, stara, dobra pracocholiczko.
Dodała uśmiechając się krzywo. Hellsing spojrzała na nią spodełba.
-Czy wy wszyscy macie jakąś obsesje nazywania mnie pracocholiczka…?
-Nie..
Aldi pochyliła się do przodu.
-Ty nią po prostu jesteś.
Inte wywróciła oczami wracając do pisania na laptopie.
-Wcale nie.
-Ehh do zobaczenia pracusiu.
-Przestań!
-Nie przestane.
Zasalutowała i zamknęła za sobą drzwi. Hellsing zgrzytnęła zębami. Czasami Aldi była zbyt podobna do Alucarda..
~Nie obrażaj mnie Master~
Usłyszała obrażony głos wampira.
-Alucard! Czemu nie lulasz w swojej trumience??
-Ehh…ten wasz chichot budzi zmarłych. Ciekawy jestem co was tak cieszyło..
-Twój wczorajszy kolega.
Mruknęła uśmiechając się szatańsko. Mężczyzna warknął wściekły.
-Nie przypominaj… Ale szkoda ze nie widziałaś miny smarka [tak nazywa Albedir] kiedy przyłożyłem jej lufę do skroni i omal nie strzeliłem, HAHA od razu uśmieszek zszedł z jej gęby XD
-kłuć się z nią sam, ja nie chce wysłuchiwać jak nawzajem się obsmarujecie, mam tego dość.
-Mogę cię pozbawić tego zmartwienia, wystarczy jedno słowo, a pośle smarka gdzie jej miejsce, przy okazji świetnie się bawiąc.
Wampir uśmiechnął się szelmowsko ukazując garnitur ostrych kłów.
-Alucard!!! lepiej idź spać, mam dużo pracy.
Nagle wszystkie zasłony zasunęły się nie pozwalając by żaden promień słońca przedostał się do środka. Alucard podszedł do biurka Integral.
-Ty zawsze masz dużo pracy, jesteś pracocholiczką
To już była przesada, która doprowadził Hellsing do wściekłości.
-Nie jestem!! Jeśli chcesz mnie denerwować to lepiej zejdź mi z oczu!!!!!!!
Wrzasnęła uderzając pięścią w stół.
-I zawsze byłaś nerwowa Master.
Uśmiechnął się szelmowsko pochylając się tak, że jego usta znalazły się tuz przy jej uchu.
-I to mi się w tobie podoba.
Szepnął szatańsko.
Hellsing zaczerwieniła się. Ze wstydu..? Nie, chyba raczej ze złości.
-Alucard przestań!!
-Ale co ja robie??
Spytał niewinnie, odwracając nagle je krzesło chwytając za oparcia i przybliżając swoją twarz do jej. Kobieta zdezorientowana odchyliła głowę do tyłu.
Oh, jak on uwielbiał patrzeć jak się złości. Ten jej błysk szału i wściekłości w niebieskich oczach…
-Alucard…
-Takk??
Przybliżył się jeszcze bardziej. Nie wiedziała czemu, ale miała spocone dłonie i czuła ze krew napływa jej do policzków. Co ten wampir sobie wyobraża…
-WYNOS SIĘ!!!!
-jak sobie życzysz piękna.
Wykrzywił usta w złośliwym uśmiechu i wyprostował się.
-Do zobaczenie dzisiejszej nocy Master.
Po czym rozpłynął się w powietrzu.
-Nie denerwuj mnie!!
Zgrzytnęła zębami. Wstała i odsłoniła zasłony otwierając również jedną z okiennic.
Zrobiło jej się dziwnie gorąco. Nienawidziła kiedy Alucard sobie z niej żartował… niestety to było jego hobby..
Zapaliła cygaro i wróciła do pracy.



komentarze [13]

Bankiet >> czwartek, 28 grudnia 2006 17:45:53

No więc... Tylko sie nie przestraszcie długością tej notki.. Wiem, wiem ale zrobiłam to specjalnie dla was żebyście mieli co czytać XD oczywiście nie tylko:PP Ta notka miała być podzielona na kilka ale z powodu że chciałabym w końcu wprowadzić zmiany które nastąpia w następnej części dodaje tu całość. Mam nadzieje, że z miła chęcią ją przeczytacie i bedzie dużo komentów^^ :*
~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~



Aldi biegła po schodach pokonując po trzy stopnie na raz. Czuła coraz silniejszą czyjąś obecność. Nie było wątpliwości, że ktoś chce zostać niezauważony, jednak takie sztuczki nie działają na anielska krew. Zobaczyła drzwi sypialni Hellsing i po sekundzie była już przed nimi. Pchnęła je mocno i wpadła do środka.
W ciemnym pokoju panowała cisza, na łóżku spała Integral, a koło niej siedział Alucard oparty o ścianę. Gdy dziewczyna spojrzała na niego zmieszała się lekko.
-Czego?
Warknął wampir dość cicho by nie zbudzić swojego Mistrza.
-ja.. Ja myślałam.. ee że…tego.. ee ktoś tu jest.
-Doprawdy?
Alucard zmarszczył czoło i rozglądnął się .
-rzeczywiście, jest nieproszony gość..
Serce Aldi zabiło mocniej, czyżby wampir tez to wyczuł?
-TY!
Spojrzał groźnie na dziewczynę, która zdziwiła się niezmiernie.
-Eee… nie… serio mówię ci.. ktoś tu jest.. w każdym razie na pewno był!
-Taaa…
Wampir pojawił się przed Aldi i chwycił ja za kołnierz.
-Won..
Syknął przez zęby otwierając drzwi.
-Alucard naprawdę! Puść mnie!
Zaczęła protestować wymachując rekami i nogami jak małe dziecko, które nie chce dostać kary. Mężczyzna wyrzucił ja i zatrzasnął za sobą drzwi.


Hellsing obudziła się gwałtownie siadając z krzykiem na ustach. Zobaczyła swój pokój wczesnym rankiem. Otaczała ją jeszcze ciemność i cisza..
Swoim krzykiem obudziła śpiącego przy niej Alucarda, który otworzył szeroko oczy i aż poskoczył.
-Co się stało??
Spojrzała na niego, ze zdziwieniem dostrzegł w jej oczach łzy, zmieszane z nienawiścią.
-Mistrzu..
Obserwował uważnie trzymając ją za ramiona. Widocznie śniło jej się cos złego, przeklinał siebie że tej nocy nie pilnował jej snów…
-Wynocha…
Głos dziewczyny był bardzo cichy, przepełniony gniewem. Wampir zdziwił się podwójnie.
-Master, co ci się śniło??
-Jeszcze się pytasz???!!! PO tym??!!!
-Po czym??
-Wynos się! Wynoś!
Obkładała wampira swoimi małymi piąstkami.
-Dziewczyno uspokój się, obudzisz całą rezydencje!
-Wynochaaa!! Jak mogłeś?? Jak mogłeś mi pokazywać cos takiego???!! Wynocha..
Ostatnie słowa załamały się jej od płaczu. Alucard był tak zdezorientowany, że nie wiedział co ma myśleć.
-Ale ja nic ci nie pokazywałem..
Dziewczyna rzuciła w wampira poduszką jednak nie trafiła bo jego już tam nie było.
Odrzuciła kołdrę i pobiegła do gabinetu. Otworzyła szufladę i wzięła swój pistolet.
Naładowała, na wszelki wypadek gdyby Alucard chciał się jej pokazać na oczy..
Była pewna, że ten sen to jego sprawka. Zawsze uwielbiał ją denerwować, ale tym razem przesadził… Podeszła do portretu ojca i położyła rękę na płótnie. Nie mogła dalej trzymać tego w sobie i się rozpłakała, zsunęła się na podłogę i skuliła.
Dziewczyna była tak zrozpaczona, że nie wyczuła obecności Alucrda, który czaił się w cieniu. Nie widział jeszcze żeby jego Mistrz płakał. Integral cały czas myślała o tym koszmarze więc wampir spokojnie mógł zobaczyć co się jej śniło. I wcale mu się to nie podobało. Był oskarżany o coś czego nie zrobił, i nigdy by nie zrobił czegoś takiego swojej pani.. Owszem lubił ją denerwować ale to był cios „poniżej pasa”. Nie chciał wychodzić ze swojej kryjówki, złość jego pani była jeszcze zbyt Świeża i tylko by dostał parę kulek w głowę. Jeśli ten sen miał jakiś związek z tą nowa gówniara… to ta mała już nie żyje..


Dochodziła godzina 8 więc Walter zmierzał do gabinetu Hellsing niosąc tace ze śniadaniem.
Zapukał w dębowe drzwi jednak gdy nie doczekał się odpowiedzi postanowił wejść. Łokciem nacisnął klamkę i pchnął ciężkie drzwi bokiem. Zdziwiony zdał sobie sprawę, że gabinet jest pusty i do tego przeraźliwie tu zimno. Jedna z okiennic była otwarta, a długie firany powiewały lekko.
{dziwne..}
Jednak z ciemnego kata usłyszał cichy szloch. Jeszcze bardzie zszokowany odwrócił się i zobaczył swoją panią kulącą się pod portretem jej ojca.
Przez chwile stał w osłupieniu po czym prędko odłożył tacę na biurko i podszedł do Integry.
-Panienko..
Przyklęknął przy dziewczynie. Hellsing od razu rzuciła mu się na szyje szlochając. Walter Obią czule swoja panią. Bardzo dawno nie płakała, w sumie od śmierci ojca nie zobaczył na jej twarzy łez.
-Integral, co się stało?
Spytał ciepło głaszcząc ją po głowie.
-A.. Alucard..
Wyszlochała.
-Co Alucard?? Co Lord ci zrobił??
-Pokazał ojca… W strasznym koszmarze..
Nie musiała nic więcej tłumaczyć. Lokaj zrozumiał. Alucard zesłał jej w nocy jakiś straszny koszmar. Na dodatek z jej ojcem.. A na ten temat była przewrażliwiona. Nigdy nie miała okazji by wyrzucić z siebie cierpienie po stracie taty. Niech on tylko znajdzie tego wampira…
-proszę nie płakać.
Odsunął się od dziewczyny, złapał ją za ramiona i spojrzał w twarz.
-Dziś jest bankiet. Nie sądzę by królowa była zadowolona gdyby zobaczyła panienkę całą czerwoną. Po za tym nie wolno szpecić łzami takiej pięknej buzi.
Uśmiechnął się, a jego uśmiech udzielił się również Interze. Otarła oczy.
-Masz racje Walterze.
-Proszę wziąć prysznic i wypić herbatę. To zawsze panienkę uspokaja.
- Dziękuje ci.
Lokaj pomógł Hellsing wstać.
Wychodząc Zauważył Alucarda opierającego się bokiem o drzwi:
-Uspokoiła się?
Lokaj był tak wściekły, że natychmiast przygwoździł zdziwionego wampira do ściany.
-Ty obrzydliwy, stary trupie!!!!!! Sprawiają ci przyjemność takie żarty?!?!
-Hej hej hej, uspokój się człowieku!
-Ja się mam uspokoić??!! Po tym co zgotowałeś jej w nocy?!! Co!?!?
-To nie ja!
-To kto niby?? Święty mikołaj??
To już wkurzyło wampira na maksa. Bez trudu wyswobodził się i chwycił lokaja za kołnierz lekko unosząc.
-To nie ja kpw?! Nie wiem kto to zrobił! Ale uwierz ze ja nie zniżam się do takiego poziomu!! Poza tym, gdyby sprawiało mi to przyjemność pokazałbym jej cos gorszego a nie starał się udobruchać co do ciebie po wczorajszym, widocznie marnowałem tylko swój czas!!!
Zawarczał i puścił Waltera. Mężczyzna poprawił kołnierz, odwrócił się i odszedł.
W ten sposób do niczego nie dojdą, tylko jeszcze bardziej się pokłócą. Alucard nie kłamał, nie on zesłał ten sen. Może to czysty przypadek…Niee



Integral zafundowała sobie długi, zimny prysznic, który ją uspokoił i sprowadził na ziemię. Ubrała się i wróciła do swojego gabinetu, starając się nie patrzeć na portret ojca.
Postanowiła cały dzień poświęcić pracy.


Bankiet zaczynał się o 19. Pod koniec dnia Integral oderwała się wreszcie od swojego laptopa. Zapisała pliki i zamknęła komputer. Napisała wszystkie zaległe raporty, zadanie, które zadał jej profesor Wright i przerobiła masę papierkowej roboty, która teraz kłębiła się koło niej na biurku. Dziewczyna ziewnęła i spojrzała na zegar. 17.30 Miała jeszcze półtorej godziny. Wyszła na balkon by zaczerpnąć trochę świeżego powietrza.
Wpatrywała się w ciemne niebo i myślała czy to rzeczywiście Alucard pokazał jej ten sen.
W końcu to on tak się starał, żeby się nie złościła na Waltera. Może to nie on… A tam… Nie miała teraz ochoty na myślenie o tym okropnym wampirze. Wróciła do środka i wygrzebała z szafy swój kostium. Rzuciła wszystko na łóżko i zaczęła się przebierać. Założyła spódnice po kolana i elegancka, czarną bluzkę z marynarką. Przy szyi przypięła swój ulubiony, srebrny krzyżyk. Włosy upięła w luźny kok i przeglądnęła się w lustrze.
-Nie jest tak źle..
Mruknęła do siebie. Nienawidziła chodzić w spódnicach, nie czuła się w nich swobodnie.
O 18 30 zeszła na dół. Przy wyjściu czekała już na nią Aldi w swoim nowym kostiumie i Alucard.
-Dobrze, ze panienka już jest. Musimy już jechać.
Walter przyszedł i podał Hellsing płaszcz.
-My??
Lokaj przystanął.
-No tak…Lord już czeka na ciebie dość długo..
-Po co?
Jedna brew Hellsing podjechała do góry.
-No…no jako ochrona.
-Chciałby… Ochronę mam przy sobie.
Powiedziała i wzięła Aldi pod rękę.
-I powiedz temu wampirowi, że rozkazuje mu mnie nie śledzić.
Alucard zgrzytnął zębami. Traktowała go jak powietrze, na dodatek zamierzała znowu wybrać się sama z tą smarkulą…
Walter lekko się zszokował, ale postanowił zaufać swojej pani.
-Ehh… No dobrze.
-A i możesz mu przekazać, że to jego kara.
Hellsing i Aldi wyszły z rezydencji, a Alucard głośno przeklął.
-I tobie to nie przeszkadza????
Warknął do Waltera. Lokaj wzruszył ramionami.
-Może trochę, ale w końcu musze jej ufać.
-Ale, ona cały czas łazi z tą dziewucha!!
Mężczyzna spojrzał na niego uważnie.
-Sam mnie w tej sprawie uspokajałeś.
-No tak…Ale ile można!!??
-Czyżbyś był zazdrosny???
Zachichotał człowiek, co rozwścieczyło Alucarda, który rozmył się w powietrzu, mrucząc pod nosem.


W drodze do pałacu Aldi spytała.
-Kara?? Za co ??
-Za wtykanie nosa w nie swoje sprawy.
Dziewczyna zrozumiała, że Hellsing nie chce jej mówić, wiec postanowiła więcej nie wnikać w ten temat.

Przy pałacu drzwi otworzył im zamkowy pachołek.
Ukłonił się, a za nim stał następny, który zaprowadził je do środka.
Doszli wysokimi korytarzami do wielkiej Sali. Albedir nie widziała jeszcze nigdy tylu ludzi skupionych w jednym miejscu. Jakiś mężczyzna je zapowiedział po czym zeszły po schodach do zgromadzonego towarzystwa. Integral od razu rozpoznała członków Okrągłego Stołu oraz parę innych wpływowych gości.
-Oh Integral, kochanie, jak się cieszę, ze przyszłaś.
Dziewczyna usłyszała za plecami przesłodzony głos. Odwróciła się i stanęła tuż przed królową. Lekko się ukłoniła po czym uśmiechnęła [na swój własny, lekko wredny sposób XD].
-Wyglądasz pięknie, powinnaś częściej chodzić w spódnicach, a nie w tych okropnych garniturach…postarzają cię.
Uśmiech Inte zszedł jej z twarzy. Chętnie by cos powiedziała tej staruszce, ale dobre maniery jej na to nie pozwalały.
-Oh.. To ty, Albedir, nieprawdaż?? Cudownie.
Królowa uśmiechnęła się słodko. Przez chwile nic nie mówiła po czym zwróciła się do Hellsing.
-Moja droga, musze ci kogoś przedstawić! Oto nowy Vice Premier Marc Mattan.
Zza pleców staruszki wysunął się wysoki brunet. Nienagannie ubrany w ciemny garnitur, wydawał się silnym mężczyzną. Aldi spojrzał na niego spodełba, nie wywarł na niej dobrego wrażenia… Był jakiś…dziwny.
-Czyż nie jest uroczy?
Zachichotała figlarnie królowa. Mattan ukłonił się Hellsing składając na jej dłoni delikatny pocałunek. Z chwilą, w której dotknął jej reki, Interze stanęły przed oczami sceny z ostatniego koszmaru, wzdrygnęła się.
-Czuje się zaszczycony mogąc poznać słynną Integrę Hellsing.
-Mi również jest miło.
Odpowiedziała zimno. Nienawidziła ludzi, którzy się jej podlizywali i zdecydowanie nie podobał się jej ten lalusiowaty premier.. Wydawał jej się jakiś znajomy… Ten wścibski uśmieszek.
-może pozwolisz, że porozmawiamy? Jestem nowy w tym towarzystwie i bardzo bym chciał poznać szczegóły pracy każdego z was.
Uśmiechnął się. Błysk jego oczu i sztuczna uprzejmość sprawiły, że Inte musiała się powstrzymywać przed wywróceniem oczu i darowaniem sobie znajomości z tym mężczyzną.
-Oczywiście, więc co chce pan wiedzieć?
Mattan szedł powoli w kierunku tarasu rozmawiając z towarzysząca mu Hellsing.
-Hmm…Wszystko o twojej organizacji.

Albedir postanowiła obserwować nowo poznanego vice premiera. Przy wejściu skontrolowali ją czy nie wnosi na sale broni. No jeśli można to nazwać kontrolą, raczej tylko się jej spytali i obrzucili bacznym spojrzeniem. Nie mogli więc wiedzieć, że na lewy udzie, pod spódnica ma swój ulubiony pistolet, który wreszcie oddał jej Walter. Z niechęcią oczywiście, ale oddał.
Wymijała Okrągły Stół krótkimi odpowiedziami na ich pytania śledząc wzrokiem Mattana z Hellsing.



-Działalność mojej organizacji jest rządową tajemnica.
-Ależ wiem, dlatego tak bardzo mnie to interesuje. Poza tym, w końcu jestem vice premierem, mam prawo wiedzieć o niektórych sprawach.
Integral obrzuciła mężczyznę uważnym spojrzeniem. Był bardzo ciekawski, ale jeśli liczy na przyjemne wyznania o wampirach, ghulach i tego typu rzeczach to się chłopak bardzo zawiedzie..


Albedir poczęstowała się jednym z kieliszków szampana, które były rozdawane gościom.
Zrodziło to wścibskie szepty wśród towarzystwa. Na co Aldi odpowiedziała pogardliwym prychnięcie. Alkohol czy nie, w końcu dla gości..
W dalszym ciągu pilnowała rozmawiającej na tarasie pary. Alucarda nie było, więc pilnowanie Hellsing spoczywało na jej barkach.

-Zajmuje się likwidacją ,,śmieci” w społeczeństwie.
-,,Śmieci’? W jakim kontekście?
Oboje weszli na taras, wieczór był ciepły.
-Jesteś bardzo ciekawski.
Wtrąciła Inte
-To jedna z moich cech.
-Ciekawość to pierwszy stopień do piekła.
Mruknęła przez zaciśnięte zęby. Mattan uśmiechnął się szelmowsko.
-Piekło, akurat mi nie straszne.

Aldi zaczęła kręcić się blisko tarasu. Z tego co zaobserwowała, Integral chce się pozbyć tego faceta, ale on wytrwale przystawał przy swoim.

-Więc ,,śmieci”…
-Tak.
-nadal nie rozumiem, nie wyglądasz na śmieciarza. Poza tym, nie sądzę, żeby wywóz śmieci był taka tajemnica..
Prychnął i obrzucił Hellsing dziwnym spojrzeniem popijając szampana.
Integral ledwo powstrzymała się od wypowiedzenia słowa ,,Idiota”.
Jeden kącik ust mężczyzny podjechał do góry.
-Śmieci w kontekście osób… ogólniej niebezpiecznych osobników.
-Coś w stylu drugiej policji??
-Jeśli musisz…to można to tak nazwać..
Mattan spojrzał na niebo.


Rozmowa widać przebiegała dość spokojnie, jednak Aldi nie rezygnowała z pilnowania swojej szefowej. W razie potrzeby była gotowa wpakować kulkę w łep temu facetowi..


Z Sali dochodziły dźwięki rozmów z lekką, pianinową muzyka w tle.
-Dziwny kraj…po co nam dwie organizacje policyjne..
-Jeśli już nazwałeś nas policją, to może dodam ze od zadań specjalnych.
Mruknęła dziewczyna. Miała dość tego przygłupa. Cała ta rozmowa zaczynała ją męczyć, tak samo jak bankiet.
-Oddział specjalny?? To bardzo ciekawe, jakimi akcjami dowodzisz w tak młodym wieku?? Kradzieżą zabawek??
Zażartował. Przywódczyni Hellsinga zgrzytnęła zębami.


Aldi wyczuła narastające napięcie wśród rozmawiających. Zbliżyła się do tarasu upewniając się, ze bron jest na właściwym miejscu.

-Twoja towarzyszka jest tutaj jako…?
-Ochrona.
-Naprawdę?? Nie wydaje się groźna.. Myślałem ze to twoja siostra. Takie młode..
Zaśmiał się. Inte przeszły ciarki, podobny śmiech słyszała we śnie.
-Czy cała wasza organizacja to zbiorowisko nastolatków?
Dalej żartował a w Hellsing wszystko się gotowało.
Mężczyzna położył dłoń na ramieniu Integrę ściskając tak mocno, że mimowolnie dziewczyna krzyknęła odpychając Mattana.

Nie był to głośny krzyk, ale Albedir całkowicie wystarczył. W jej głowie zapaliła się czerwona lampka. Pospiesznie ruszyła na zewnątrz potrącając parę osób. Wyjęła pistolet i po sekundzie była przy Mattanie, unieruchomiła go i powaliła na ziemie. Przystawiając pistolet do jego głowy syknęła przez zęby:
-Gdzie z tymi łapami.
Mężczyzna z szeroko otwartymi oczami leżał unieruchomiony na brzuchu.
Integral wpatrywała się w tę scenę z lekkim rozbawieniem na twarzy.
Jakaś kobieta na Sali zaczęła krzyczeć i przy Aldi w ciągu paru chwil zaroiło się od ochroniarzy, którzy zaś rzucili się na Albedir. Podnieśli ją i zarekwirowali broń.
-Co tu się dzieje???
Usłyszeli suchy głos i wśród towarzystwa pojawiła się królowa ze srogim wyrazem twarzy.
-Oh nic Wasza Wysokość.
Powiedział Mattan podnosząc się z ziemi i zczepując z marynarki kurz.
-Ta dziewczyna po prostu doskonale spełnia swoją funkcje..
Zachichotał. Na jego twarzy zagościł wścibski uśmieszek.
-Myślę, że możecie ją puścić, naprawdę nic się nie stało.
Zwrócił się do ochroniarzy, którzy niechętnie uwolnili Aldi.
Nie oddając broni burknęli tylko, że zwrócą przy wyjściu.
Dziewczyna poprawiła kostium i wyprostowała się. Królowa sparaliżowała ją wzrokiem, jednak ten atak Aldi przyjęła z podniesioną głową.
-Proszę, wracajmy do Sali.
Powiedziała uprzejmie zwracając się do pobudzonego towarzystwa.
-Będziesz na ustach tych ludzi przez jakiś miesiąc.
Mruknęła Inte do swojej towarzyszki na boku.
-Mam dość tego bankietu.
Mruknęła pod nosem odwracając się do Vice Premiera.
-Proszę wybaczyć, ale musimy już iść.
-Do zobaczenia, mam nadzieje, że jeszcze kiedyś porozmawiamy.
-Może.. Dobranoc.
Integral odwróciła się i odeszła a za nią podreptała Aldi.

-Ciesz się latami swojej młodości Hellsing, bo to twoje ostatnie.
Mężczyzna mruknął do siebie popijając szampana.


Po pożegnaniu się z królową obie dziewczyny wróciły do samochodu.
-Wybacz Panienko za ten incydent, to się już więcej nie powtórzy.
Powiedziała Aldi spuszczając głowę.
-Żartujesz?? Żałuje że nie podziurawiłaś temu imbecylowi czaszki.. Tak mnie denerwował, że jeszcze trochę, a sama bym to zrobiła.
-więc się nie złościsz Panienko?
- Oczywiście, że nie. I przestań z ta panienką, mów mi po imieniu.
-Dobrze pan…Integral.
Ugryzła się w język.
-Facet był okropny. Mam nadzieję, że już go więcej nie spotkam.


Niestety bardzo się myliła..


Walter niespokojnie chodził po pokoju. Dochodziła 1 w nocy a one jeszcze nie wróciły.
Lokaj zaklął w duchu. Potwornie się martwił i żałował, że nie posłał dodatkowej ochrony. Jego błąd… Przecież cała odpowiedzialność spoczywa na jego barkach.. jakby coś się stało, będzie odpowiadał przed królowa..
-Psia krew!!
-Obleśna…
Mruknął Alucard wchodząc do pokoju przez swoje tradycyjne ścienne ,,drzwi”.
-Zrób cośśś…
Jęknął lokaj w stronę wampira.
-Sam jej pozwoliłeś..
Warknął Alu.
-Mnie tam nie interesuje..
Mruknął obrażony.
-Och przestań się fochać wampirze…
Do rezydencji weszła Integral a za nią Aldi.
-No wreszcie, i jak było??
Spytał Walter.
-A jak miało być. Zwykła kupa urzędasów , nudzących o jakiś głupotach…potworne nudy.
Dobrze, że Aldi była ze mną.. rozkręciła trochę towarzystwo.
Powiedział Inte uśmiechając się znacząco do dziewczyny.
TA również odpowiedziała uśmiechem.
Alucard prychnął.
-A tobie dzieciaku co? głos odjęło??
Warknął. Znowu zaczynał.
Aldi zmęczona spojrzała leniwie na wampira.
-Czy mógłbyś zamknąć tę spróchniałą gębę??
Integral upuściła płaszcz, który właśnie podawał Walterowi. No proszę..
-Ty…
Poczym poleciało kilka słów po rumuńsku [domyślacie się jakich XD]
Alucard chwycił za pistolet.
-Alucard nawet o tym nie myśl!!!
Wrzasnęła Integral.
-Idę do siebie, Mattan i Penwood mnie wykończyli…
-Rozumiem.
Hellsing uśmiechnęła się do odchodzącej dziewczyny.
Za plecami młodej arystokratki Aldi wyszczerzyła zęby do Alucarda i wybiegła na schody schodząc im z oczu.
Zaprzyjaźniła się z Integrą Hellsing, ten stary worek kości może jej nafikac..


W pokoju Integral spojrzała za okno. Ciemna sypialnia wypełniona była cisza.
{dziwne…} Pomyślała. {Czyżbym polubiła tą mała??} To było do niej niepodobne… Nigdy nie miała przyjaciół. Może to nie przyjaźń… To w takim razie co… W każdym razie coś sprawiło ze polubiła ją już od początku. Zaśmiała się. Przecież to nic złego mieć jedną przyjaciółkę…

komentarze [15]

ee...nie mam weny do tematu:PP moze poprostu- TEMAT XD >> wtorek, 5 grudnia 2006 20:52:41
Hmmm.. wydaje mi sie nawet długa ta notka XD ale przecież wy UWIELBIACIEEE czytac długie notki:P dedykacja dla pani Olusi dla której specjalnie ta notka jest taka dlugaa :PP no i oczywiscie dla Fayy my MasterXD prosze czytajcie i cieszcie się;PP


Aldi siedziała na łóżku. Nie mogła zasnąć tej nocy. Nie dawało jej spokoju poczucie niebezpieczeństwa. Uznawała zasadę: nie spij, gdy w pobliżu czai się wróg.
A Alucarda na pewno można było zaliczyć do wrogów. Gdyby nie upór Waltera i Integry pewnie już by nie żyła…
Zgięła nogi opierając brodę na kolanach i obejmując je rękami. Nie łatwo byłoby pilnować kogoś kto może ją w każdej chwili zabić, zmasakrować. Teraz przynajmniej miała pewna ochronę. Skoro Hellsing jest po jej stronie, Alucard może się pocałować. Uśmiechnęła się łobuzersko. Uwielbiała mieć pewność, że nikt nie może jej nic zrobić. Jednak czujność zawsze się przydaje. Nie miała ochoty by wampir wkradał jej się do umysłu…
Podniosła głowę na zegarek. 6.30 Westchnęła. Poduszka wyglądała bardzo zachęcająco, lecz ona przyzwyczaiła się do nie przespanych nocy.
Cisze w jej małym pokoiku przerwało pukanie. Zdziwiona spojrzała na drzwi. Kto ja odwiedzał o tak wczesnej porze? To mógł być Walter z kolejnym specyfikiem, którym chciał ją potraktować… Lub ktokolwiek. W każdym razie lepiej nie podchodzić do drzwi. Przypuszczalny napastnik pewnie chciałby zaatakować z zaskoczenia. Skoro tak to, dlaczego pukała? To nie miało najmniejszego sensu. Po kilku minutach zamyślenia zdecydowała się powiedzieć cicho:
-Proszę.
Gdy drzwi się otworzyły na oścież Aldi otworzyła szeroko oczy.


Integral zdenerwowana pukała do wysokich drewnianych drzwi. Ile można czekać?
W końcu usłyszała niepewne proszę i otworzyła drzwi z rozmachem. Młoda dziewczyna siedziała na łóżku z otwarta buzia
-Panienka….panienka Hellsing…
Mruknęła na powitanie.
-Nie…święty antoni…
Integral siadła na jednym z wysokich krzeseł obracając się w stronę łóżka.
-Czy Walter oprowadził cię po rezydencji??
-nie…
-No to świetnie, chodź za mną.
Rozkazała wstając z krzesła. Wyszła z pokoju a za nią dreptała Albedir.
Hellsing prowadziła ja po wielu pomieszczeniach, opowiadając, jakie historie są z nimi związane. W końcu doszły do ogrodu. Spacerowały wdychając chłodne, jesienne, wczesno poranne powietrze.
-czy wiesz, co to Okrągły Stół?
Nagłe pytanie Integry wyrwało Aldi z zamyśleń.
-Nie
-To grupa, która sprawuje piecze nad hellsingiem.
-Myślałam że Hellsing podlega tylko jednej osobie…
-W prawdzie tak jest…Ja również należę do Okrągłego Stołu, tak jak mój ojciec.
Jestem tez obserwowana przez innych członków, rozumiesz?
-Tak.
Przytaknęła Aldi.
-W każdym razie to straszni idioci…. Nie umieją nic innego tylko narzekać.
Tym razem pytanie Integry było całkiem nie do tematu.
-Masz spódnice??
-N…Nie. Dlaczego pytasz?
Twarz Integry wykrzywił grymas niezadowolenia.
-Hmm… Królowa urządza bankiet.
-I co ma to wspólnego z moja spódnica??
-Jesteś na niego zaproszona.
-I mam mieć spódnice??
-Spostrzegawcza jesteś…
Inte zachichotała.
-EEee a w sumie to po co królowa mnie zaprosiła??
Integral przewróciła oczami.
-Bo, jak uważa, Okrągły Stół chce cię poznać..
-Ale…
Aldi postanowiła już o nic jednak nie pytać. Chociaż i tak nic z tego nie rozumiała wolała poczekać i oglądać przebieg zdarzeń.
Integral przystanęła, skrzywiła się lekko.
-No tak.. Ale skoro nie masz żadnej spódnicy… to musimy ci ją kupić..
Aldi stanęła jak wryta i otworzyła usta by zaprotestować, ale nie zdążyła, bo Inte pociągnęła ją za rękę.
-Wiem… Ja tez tego nie cierpię ale jesteśmy zmuszone..


Kilka godzin później:
-Integral..
-Co??
-Jesteś szalona..


23.00- Walter wydeptuje kółko w jednym w salonów, zdenerwowany mruczy cos pod nosem co chwile patrzy na zegarek. Nagle do pokoju wchodzi Alucard, przez ścianę oczywiście.
Wampir siada na fotelu zakłada nogę na nogę i wpatruje się w lokaja. Walter rzucił mu płochliwe spojrzenie.
-Co..
-Nic.
Wampir śledził wzrokiem lokaja.
-Masz zamiar zniszczyć ta piękną, starą podłogę??
-Phi..
-Co cię tak martwi??
Spytał chociaż doskonale wiedział o co chodzi, trudno mu było nie słyszeć jak w myślach wrzeszczy na Integrę.
-Mnie?? Nic nie martwi..
Spojrzał wampirowi w oczy, które się od niego nie odrywały
-Nawet mi nie powiedziała gdzie się wybiera!!! Jest już jedenasta a jej nie ma w rezydencji! Na dodatek wyszła gdzieś z ta dziewczyna!!
-Zaraz wróci.
Walter prychnął z niezadowolenia. Specjalnie chciała mu zrobić na złość, dobrze o tym wiedział.
Nagle usłyszeli samochód parkujący przez domem.
-To one.
Lokaj pobiegł do Sali wejściowej zostawiając w salonie Alucarda, który i tak zjawił się na miejscu pierwszy. Do rezydencji weszły dwie młode dziewczyny.
Integral podała ciemne siatki swojej towarzyszce.
-Masz.
-Integral, nie wiem czy to był..
Zaczęła Aldi widząc Lokaja stojącego przed nimi z założonymi rękami na piersiach i morderczym wzrokiem. Do tego jeszcze Alucard oparty o ścianę święcił kłami spod kapelusza.
-Ciii.
Uciszyła ja Integral.
-A gdzie się młoda dama podziewała!!???
-W centrum.
Jej stoicki spokój wyprowadził lokaja już całkiem z równowagi.
-Dlaczego mi nic nie powiedziałaś!!??
-Walterze, znowu podnosisz gł…
-Przywódczyni Zakonu Anglikańskiego powinna być bardzie odpowiedzialna!! A nie szwendać się po mieście wieczorami!!!
-Wal…
-A tym bardzie ze złodziejką, która się wkradła do twojej rezydencji!!!
-Nie jestem złodziejką!!
Wtrąciła się Aldi, jednak dwie pary oczu , Alucarda i Waltera płonące chęcią mordu ją uciszyły. Zakłopotana ukłoniła się Integrze i potykając się zwiała na górę.
Walter nadal dyszał na Hellsing, a dziewczyna stała spokojnie.
Jedna jej brew podjechała do góry, widząc jak komicznie Aldi potyka się na schodach. Nic dziwnego, oboje mężczyźni mogli zbudzić strach.
Jej wzrok powędrował na Waltera. Panowała cisza przed burzą, którą przerwał Walter.
-Jak mogłaś!..
-Walterze zamknij się!!!!!!!!
Ten wrzask usłyszała każda myszka w najdalszym kącie rezydencji. Jedna żyłka na czole Hellsing pulsowała złowrogo.
-Nie jesteś moim ojcem ani nikim wiec nie jesteś upoważniony do mówienia mi co mam robić a tym bardzie oskarżania mnie, że jestem nie odpowiedzialna!!! !Jestem BARDZO odpowiedzialna, a jak ci się cos nie podoba to wiesz gdzie są drzwi!!
Lokaja zatkało. Spuścił głowę i udał się do kuchni. Integral zaś zdenerwowała pomaszerowała do swojego pokoju. Szła korytarzem mrucząc pod nosem na Waltera, gdy nagle ze ściany ni stad ni zowąd pojawił się Alucard.
-Alucard!! Ty imbecylu ile razy ci mówiłam żebyś mnie tak nie straszył???!!!
-Około pięciu tysięcy siedmiuset pięćdziesięciu siedmiu.
-Wiec i tak nie ma sensu tego powtarzać..
Mruknęła idąc dalej.
Wampir zjawił się przed nią. Pochylił się i szepnął zaskoczonej dziewczynie do ucha:
-Pamiętasz naszą rozmowę.
Po czym rozmył się w powietrzu. Zdziwiona Hellsing stała na środku korytarza.
{Rozmowę? Raczej krótka wymianę zdań, po której zasnęłam na tobie..}
~Co było bardzo przyjemne~
Usłyszała chichot w swojej głowie.
~Alucardo!!~
~wiem wiem. Mam nie czytać w twoich myślach….hehe~
-Grrr..
Tak czy siak miał racje. Nie powinna tak wrzeszczeć na Waltera…Kurcze znowu czuje poczucie winy…To wszystko przez tego wampira. A jej ostatnie słowa??... Walterowi na pewno zrobiło się bardzo przykro, a przecież to nie prawda…
Integral ochłonęła i zasmucona nieco, powoli się odwróciła…


Walter wszedł do kuchni. Westchnął ciężko opierając się plecami o blat stołu.
Znowu się pokłócił z Integrą i wcale mu się to nie podobało. Odkąd pojawiła się ta dziewczyna nie ma dobrych kontaktów ze swoją panią. Zastanawiał się tylko dlaczego Integral tak bardzo jest po stronie tej małej… Przecież jest jeszcze za młoda na wojsko i… Nagle przypomniał sobie siebie. Przecież on również przystąpił do Hellinga jako dziecko… I skończyło się na tym, że organizacja pozyskała wiernego sługę. Czyżby Inte miała takie same nadzieje co do tej całej Albedir? Możliwe…W końcu mało wiedzieli o jej pochodzeniu, ale wydawała się dość zdolna…oczywiście nie tak jak on. Lekki uśmiech zagościł na twarzy lokaja. Najlepiej będzie się jej przyjrzeć, zobaczyć jak sobie poradzi, a dopiero potem osadzać czy się nadaje. W Hellingu przeżyją tylko silni, reszta będzie skazana na zagładę.
Lokaj założył ręce na piersi i po raz kolejny westchnął.
Może ta Aldi kiedyś go zastąpi… może kiedyś… Na razie jest w świetnej formie i nie ma zamiaru wybierać się na tamten świat. Walter zachichotał pod nosem, chyba przyszedł czas by wytrenować to małe cielątko na wiernego Hellsingowego psa wojny.
-Walter…
Mężczyzna aż podskoczył, odwrócił się i zobaczył ze w drzwiach stoi jego pani z opuszczona głową.
-Tak, panienko?
Dziewczyna weszła do środka i siadła przy stole.
-Daruj sobie te ceregiele..
Lokaj był całkiem zdezoriętowany. Jeszcze przed paroma chwilami była na niego wściekła a teraz rezygnuje z oficjalności??
-Słuchaj Walter…. Ja… Heh , przepraszam cię za te ostre słowa.. Trochę przesadziłam.
Walter zrobił wielkie oczy. Nie pamiętał, żeby Integral przepraszała.
-Nie jesteś oczywiście zwykłym lokajem…jesteś…jesteś prawie jak mój drugi ojciec.
Podniosła głowę i uśmiechnęła się do mężczyzny. Tego aż zakało.
-Integral…
-Dobra, myślę że już możemy sobie darować te czułości.
Lokaj się uśmiechnął. Cała Integral, nigdy nie umiała wyrażać uczuć.
-To ja przepraszam, osądzałem cię o brak odpowiedzialności..
-To ci akurat wybaczam.
Uśmiechnęli się do siebie.
- No to ja już pójdę, jest dość późno.
Integral wstała odsuwając krzesło i wyszła z kuchni. Walter z lekkim uśmiechem pod nosem również udał się na spoczynek.


Wysokie, dębowe drzwi zaskrzypiały pod wpływem nacisku dziewczyny.
Integral weszła do ciemnego pokoju oblanego przez rozkoszna ciszę. Wątłe światło księżyca oświetlało nieco dywan.
Rzuciła marynarkę na fotel i zaczęła rozpinać koszulę.
-Wygodnie?
Tym razem to jej suchy głos przerwał ciszę.
-Cóż.. całkiem.
Z ciemności dobiegł ja ironiczny chichot.
Alucard wygodnie rozłożony siedział na łóżku opierając się o ścianę.
Obserwował uważnie jak Hellsing bierze swoją koszule nocną i idzie do łazienki się umyć. Szelmowski uśmiech nie schodził z jego twarzy. Gdy wróciła wampir nie zmienił swojego położenia, jednak dziewczyna nie zwracała na niego więcej uwagi. Znudzony wreszcie wampir postanowił sobie pójść. Zdziwił się jednak niezmiernie. Integral uklękła na łóżku i zatrzymała go.
-A ty gdzie się niby wybierasz???
Uśmiechnęła się łobuzersko. Położyła się opierając głowę o klate wampira. Mruknęła cicho i zmrużyła oczy.
-Widzę, że ci się to spodobało Master.
Wampir zaśmiał się ukazując kieł.
-Może być.
-I co? Aż tak strasznie było przeprosić?
-A co ci do tego??
Odwarknęła , mężczyzna wzruszył ramionami.
-Mi tam to obojętne.
-Ciekawe kto mnie do tego namawiał..
Nie otrzymała odpowiedzi, wampir zaczął się bawić kosmykami jej jasnych włosów.
Przymrużyła oczy. Pod wpływem tych delikatnych pieszczot zaczęła zasypiać…Zadziwiające jak jej sługa potrafił ją czasem dla odmiany uspokoić a nie denerwować..
Zamknęła oczy i zasnęła.

Aldi również szykowała się do spania. Westchnęła cicho, oparła rece na biodrach i spojrzała na dwie leżące na łóżku spódnice.
-Ależ ta Integral ma pomysły..
Zachichotała.
Nagle poczuła coś niepokojącego. Odwróciła się gwałtownie, ale była w pokoju sama.
Jednak wyraźnie wyczuwała czyjąś obecność..
Zajrzała do łazienki, ale i tu było pusto. Zaniepokoiła się nieco, to nie było nic dobrego..
Tak jakby ktos starał się zatuszować swoją obecność.
Ludzi i wampiry może to zmylić ale nie półanioła ( co dopiero anioła).
Wyjrzała na korytarz. Przeklinała Waltera za to że zarekwirował jej broń.
Nieproszony osobnik zdecydowanie znajdował się na wyższym piętrze…koło… Koło sypialni Integral!!

Hellsing obudziła się w ciemnym pomieszczeniu. Naokoło panowały egipskie ciemności. Siedziała na zimnej podłodze , która była pokryta jakąś ciemna cieczą. Integral poczuła metaliczny zapach i zdała sobie sprawę, że całe to pomieszczenie jest zalane krwią, w której ona jest ubabrana do pasa. Panowała przeraźliwa cisz. Nagle przed nią pojawił się ciemna postać.
Najpierw rozmazana a , a po chwili całkiem wyraźna i rzeczywista.
Sylwetka rosłego mężczyzny, którego twarz była schowana w cieniu.
Uklęknął przed Integrą i chwycił palcami jej podbródek wpatrując się czerwonymi oczami w twarz.
Trzymał jakiś przedmiot w dłoni, ale nie mogła rozpoznać jaki. Jego ręce były umazane we krwi więc zostawił krwawe ślady na brodzie Hellsing. Dostrzegła błysk białego, długiego kła. Szybko się zoriętowała że klęczał przed nią wampir.
Cisze rozdarł śmiech… Przeraźliwy, lodowaty śmiech. Inte przeszły ciarki, całe ciało miała zdrętwiałe. Bardzo dawno nie odczuwała strachu, jednak teraz była przerażona.
Jej przerażenie wzrosło gdy wampir podniósł ów przedmiot trzymany w ręce.
Ciemny zarys głowy…Oczy Inte rozszerzyły się a jej źrenice zwężyły gdy rozpoznała czyja to głowa..
A była to oderwana, ociekająca krwią głowa jej ojca, którego oczy zwrócone były do środka czaszki. Otworzyła usta i do lodowatego śmiechu wampira dołączył jej przeraźliwy krzyk.


komentarze [10]

Rozmowa, śpioszek,zaproszenie >> czwartek, 16 listopada 2006 22:14:03



Integral siedziała za biurkiem. Mimo swojego wieku wyglądała bardzo dojrzale. Patrzyła na Albedir zimnym wzrokiem myśląc czy dobrze postąpiła.
{phi, tez cos….ojciec tez kiedyś tak postąpił i nie popełnił błędu…}
Odrzuciła szybko nieprzyjemne myśli o ostatniej rozmowie z lokajem.
-Siadaj.
Zwróciła się do Aldi stanowczym tonem.
Dziewczyna szybko usiadła naprzeciwko Hellsing.
-Wiec to ty się włamałaś niedawno do mojej rezydencji?
Specjalnie podkreśliła słowo „mojej”.
-Tak, zgadza się.
I tak nie było sensu kłamać.
Jedna brew Hellsing podjechała do góry.
-dlaczego?
Tu Aldi uśmiechnęła się łobuzersko.
-Bo chciałam się upewnić, czy rzeczywiście mieszka tu diabeł. Tak jak piszą w Internecie.
Brew Integry znalazła się jeszcze wyżej.
-W Internecie?
-Taaa…w plotkach.
Uśmieszek nie schodził z twarzy pół-anielicy.
-tak myślałam…
Mruknęła niby do siebie Integral. Popatrzyła uważnie na dziewczynę.
-Jesteś sierota, skąd wiesz o istnieniu wampirów?
To jeszcze bardziej rozbawiło Aldi.
-Moich rodziców zabił wampir, a raczej zmienił w ghule. Potem ktoś ich zabił.
-Ktoś?
-Nie wiem, kto…
{ojcem był anioł z B.I.O, który został zgładzony przez potężnego wampira, matkę zabił ten sam morderca. Potem została zlikwidowana przez anioły. Ale tego, Hellsing nie może wiedzieć…} Pomyślała Aldi. Nigdy nie miała za złe B.I.O tego, ze zabili jej matkę. Stała się ghulem, zwykła marionetka. Oddali jej przysługę.
-Uciekłam z sierocińca i sama postanowiłam wymierzyć sprawiedliwość sprawcy.
Integra zamyśliła się. Jej ojciec zginał z powodu choroby, więc nie musiała nikogo ścigać. To ona była ścigana i wymierzyła sprawiedliwość własnemu wujowi. Ta dziewczyna miała jeszcze przed sobą swoje osobiste zadanie.
-Widziałam, że jesteś w tym dobra.
-Nasz ród od stuleci się tym zajmuje..
-Ród?
-Brawn-(wiadomość od autora- Rod ze strony matki, na jednej z akcji ojciec Aldi spotkał jej matkę, która również polowała na tego samego wampira i tak się poznali)
-Nie znam…
-Trzymaliśmy to w ścisłej tajemnicy.
-Dziękuje, możesz odejść.
Zdziwionej dziewczynie opadła żuchwa.
-Tyle??
-Więcej opowiesz mi, kiedy indziej.
Aldi wstała i wyszła z gabinetu.


Integral spojrzała na zegarek. Pierwsza w nocy. Była bardzo zdenerwowana kłótnią z Walterem. Przez cały czas o niej myślała. Nie mogła się nawet skupic przy rozmowie z tą całą Albedir.
Teraz Hellsing zdenerwowana wydeptywała kółko w dywanie w swojej sypialni.
{jak on w ogóle mógł podnosić na mnie głos??.... A może miał racje?? NIE!! To i tak nie usprawiedliwia jego zachowania…} Gorączkowo kłóciła się z samą sobą. Westchnęła i przystanęła. Nie będzie teraz nad tym rozmyślać. Udała się do łazienki, umyła się i przebrała.
Gdy położyła się na łóżku zdała sobie sprawę, że leży na czymś, z raczej na kimś.
-Wygodnie?
Usłyszała znajomy głos.
-Alucard, co ty tu robisz??!! Dlaczego na tobie leże???!!!
-no nie wiem Mistrzu.
Uśmiechnął się łobuzersko ukazując kieł. Hellsing szybko się odsunęła.
Spojrzała na niego zimno.
-Co tu robisz??
-Tak przyszedłem…
Jej wzrok mógłby zamrozić ogień.
-Nie powinnaś tak krzyczeć na Waltera.
Powiedział już całkiem poważnie. Jego zachowanie aż zdziwiło, Integrę, która szybko się opamiętała.
-To on nie powinien podnosić na mnie głosu!!
-Ale miał racje…
-wcale nie!
-Eeehhh….Integral.
Wampir pokręcił głowa.
-Kiedyś tego pożałujesz..
-zobaczymy…
Spojrzała na niego z pół przymkniętych powiek….
-posuń się..
-Nie…
Uśmiechnął się ukazując kieł.
Integral również się uśmiechnęła i nie zwracając uwagi na reakcje wampira posłużyła się nim jako poduszki.
-Nie wierć się tak Mistrzu, chyba nie chcesz mi zrobić dziury w brzuchu…
-Tobie akurat nic by się nie stało.
Odcięła się złośliwie.
-Jaka miła…
Była bardzo zmęczona nocnymi przygodami, więc szybko zasnęła. Widząc to wampir próbował odejść, ale jego pani najwyraźniej przez sen złapała go za ramię. Zdziwiony postanowił zostać z nią do rana. Po chwili sam zasnął.


Około godziny piątej rano Alucard się zbudził. Z grymasem niezadowolenia zauważył blada poświatę słońca. Próbował zejść z lóżka nie budząc przy tym swej pani. Jednak, gdy tylko się ruszył Integral mruknęła cos i niespokojnie się poruszyła. Bojąc się, że ja zbudzi wampir
Starał się nie poruszać. Gdy jednak słonce zaczęło coraz bardziej zatapiać Londyn swymi ciepłymi promieniami postanowił obudzić Integre.
Lekko nią potrząsnął.
-Integral.
Szepnął jednaj ona spała dalej. Potrząsnął ja mocniej.
-Integral!
-Co….
Mruknęła sennie lekko uchylając jedno oko.
-Musze iść, słońce, wiesz jak go nie lubie śpioszku.
-zaczekaj zasłonie zasłony.
Wstała i podreptała pod wysokie okna. Zasunęła pospiesznie ciemno zielone, grube zasłony.
Położyła się ponownie na wampirze. Alucard uśmiechnął się unosząc brew.
-Widze, że ci się to spodobało…
Hellsing mruknęła.
Wampir zachichotał cicho i skrzyżował ręce za głową.
Do pokoju zapukał Walter.
-Proszę.
Mruknęła śpiąca Inte.
Do pomieszczenia wszedł lokaj niosąc tacę ze śniadaniem.
-Nie sądziłem, że będzie jeszcze panienka spać.
Spojrzał na oboje lezących na łóżku. Alucardowi posłał lodowate spojrzenie.
~ nie patrz się tak na mnie Walterze, to ona nie chciała mnie wypuścić…~
Zachichotał wampir w głowie lokaja.
~zapewne….~
odpowiedział mu lodowatym tonem. Ukłonił się i wyszedł.
Integral nagle się zerwała.
-Która godzina??
-Około szóstej, a co?
-SZÓSTA!?
-no… dość wczesna pora.
-Zwariowałeś?? Zaplanowałam prace od piątej!!! Dlaczego mnie nie zbudziłeś???
-Nie miałem serca Master.
Uśmiechnął się szelmowsko.
-Ty nigdy nie masz serca, Alucard!!!
Zeskoczyła z łóżka.
-Możesz odejść??! Chciałabym się przebrać, chyba, że mam cię wyrzucić stąd siłą!!??
Wampir pokręcił głowa.
-Ehh…te nastolatki..
i zniknął rozpływając się w powietrzu. Integral warknęła wściekle i szybko zaczęła się ubierać w swój garnitur. Spojrzała na tacę ze śniadaniem przyniesioną przez Waltera.
-Nie mam ochoty jeść.
Mruknęła cicho do siebie i weszła do gabinetu. Usiadła na biurku i zauważyła kopertę spoczywającą na wyszlifowanym blacie stołu. Zaciekawiona wzięła ja do ręki. Nie była gruba, wręcz przeciwnie, była cienka. Jej zdziwienie wzrosło, gdy jej oczom ukazała się pieczęć królowej.
{Za cienkie na zakaz lub nakaz… może prośba?} Zastanawiała się w myślach, co tez może teraz trzymać w ręce. Szybko oderwała pieczęć swoimi zwinnymi palcami.


Droga Integro Hellsing
Serdecznie Cię zapraszam na bankiet wyprawiony przeze mnie…
{a jakże by inaczej..}
.. Który umożliwi członkom Okrągłego Stołu poznanie bliżej Albedir Brawn, nowo przyjętej do agencji Hellsing. Ta skromna uroczystość odbędzie się w pałacu w piątkowy wieczór godzinie 19.00

Najjaśniejsza Królowa Matka.

{skromna uroczystość?!}
Prychnęła w duchu. Królowa nigdy nie przepuściła okazji by wydać bankiet lub bal. A z tego, co pamiętała to pojęcie „skromna uroczystość” to duża przesada. Na bankietach królowej jest minimum 200 gości…A skoro będzie tam cały Okrągły Stół… Boże, jak ona nie nawiedziła tych staruchów, zawsze narzekali na koszty. Humor zepsuł się jej jeszcze bardziej, kiedy zrozumiała, że będzie musiała założyć spódnice. Apropo spódnic…
Wstała i wyszła z gabinetu ruszając ciemnym jeszcze korytarzem.

komentarze [10]

:) >> poniedziałek, 30 października 2006 20:07:49
Ok, niedlugo nowa notka, gdy bedzie poinformuje XD
komentarze [4]

Załamka.. >> poniedziałek, 2 października 2006 18:50:26
nie wiem co bedzie dalej z tym blogiem..jesli chociaz 5 osob bedzie za tym zebym dalej pisala to mowcie prosze w komentarzach.:**
komentarze [11]